Góry Stołowe, Szczeliniec Wielki; Małpolud
JAK POWSTAŁ SZCZELINIEC
Dawno,
dawno temu szedł przez swe krainy
Sudetów
władyka, Karkonosz wspaniały.
Bogactwa
gromadził, prostym ludziom – dziwny.
Skrzętnym
Liczyrzepą gromady go zwały,
Bo
po wsiach szeptano, że hodował rzepy,
Które
ciągle liczył, układał ich góry,
Czarował
z nich służbę, wojaków. Niestety,
Budził
strach w narodzie, samotnik ponury.
Takie
też i było całe władztwo Ducha-
Tajemnicze
góry, lasy i strumienie,
Skalne
grzyby, słupy, ściany, cisza głucha
I
na chłopa trawy, bagna i kamienie.
W
takim mglistym miejscu, gdzie dziś Karłów żyje
Stanął
Liczyrzepa, wielce zadziwiony:
Zamiast
rumowiska, gdzie tylko wiatr wyje,
Ujrzał
wieże, zamek murem otoczony.
-
Kto śmiał wybudować fortecę potężną
Bez
wiedzy i zgody pana tej krainy
Ze
skał, ciężkich głazów, prawie niebosiężną?
Już
go gniew rozpiera, już ze złości siny.
Na
skrzydłach wściekłości na mury wzlatuje;
Na
dziedzińcu – słońce, pieśń, radość młodości.
W
klejnotach dziewoja z drużyną ucztuje!
Jak
dzwon uderzyło w nim serce, z miłości!
-
Uspokój się, serce, toć zwykła dziewczyna
Śmiertelna,
jak wszystkie, i ładna – bo młoda!
-
Tyś niemłody, broda srebrzyć się zaczyna –
Serce
rzecze – jej krasy i młodości szkoda!
-
Chcesz swe rzepy liczyć, jak każdego lata,
Samotny
dziwaku? Idź, proś ją o rękę!
-
Przeciem ja Karkonosz, Duch górskiego świata!
-
Na kolanach błagaj o szczęście panienkę!
Przez
mur zakochany jak młodzik przeskoczył,
Jak
serce kazało – upadł na kolana,
Ona
roześmiane zwróciła nań oczy.
-
Piękna! Zostań żoną krainy tej pana!
-
Powiedz swoje imię, dziewico cudowna,
Abym
mógł cię wielbić przez wieczność, dniem, nocą!
-
Emilka – usłyszał – władcy gór niegodna;
Zwyczajnej
dziewczynie taki zaszczyt? Po co?
Nie
słuchał; uderzył do panny w zaloty,
Na
skale kołysze, za rączkę potrzyma,
Czaruje
z rzep swoich miłe jej istoty:
Kokosz,
żółwia, konia – lecz odzewu nie ma.
-
Mój panie wspaniały! Mam narzeczonego,
Murzyńskiego
kupca, który przybył do mnie
Z
swym dworem przez morza, z kraju dalekiego,
Na
grzbiecie wielbłąda; kocham go ogromnie!
-
Czy tak jest? Nie wierzę, Emilko jedyna!
-
Prawdę rzekłam, panie, innego miłuję!
-
Mam wierzyć, że kochasz jakiegoś Murzyna?
-
Mojego miłego! – Tego pożałujesz!
Zagroził
Karkonosz, bo czuł się wzgardzony.
Pobiegł
do pałacu – Samotni pod Śnieżką
Policzyć
swe rzepy, ciężko obrażony.
Stworzył
huf rycerzy, nie żałował mieszka.
Rycerstwo
obległo naskalne zamczysko.
Emilka
ze swymi dzielnie się broniła,
By
ochronić miłość uczyniła wszystko.
Na
nic się nie zdała zbrojnych mężów siła.
Ten
opór, to męstwo śmiertelnej dziewoji
Wzbudziły
zaciekłość w piersi Liczyrzepy.
Widział,
że Emilka wojny się nie boi;
Złamie
ją, pokaże potęgę i krzepę!
Czarem
wzniecił burzę, grzmoty, błyskawice,
W
zawierusze dziko miotał głazem, skałą
Na
dziedziniec, w zamek. Tak pragnął dziewicę
Przez
trzy doby nękać; na nic się to zdało.
Wtedy
sięgnął po swą moc nadprzyrodzoną:
Wydarł
serce z piersi Emilki, swej miłej,
Cisnął,
by innego nie została żoną
I
nie pokochała. By ktoś nie miał siły
Podziwiać,
miłować – oszpecił jej lica,
Tak
słodkie i drogie; przeklął ich wspomnienie.
W
głaz jest zamieniona nieszczęsna dziewica;
Serce,
piękna głowa – to szare kamienie.
Dopadł
Liczyrzepa rywala swojego
Murzynka;
powalił, na kawałki siekał
Silnymi
ciosami miecza ogromnego,
Szczątki
jego ciała w szczeliny powtykał.
Okrutnie
się zemścił na wszystkim, co żyło
W
zamku przy Emilce – ludziach i zwierzętach.
Wśród
murów - dziwacznych kamieni przybyło,
A
który z nich kim był - spróbuj zapamiętać.
Oto
jest Murzynek – na wesele czeka;
Wielbłąd,
co go przywiózł z Afryki w te strony,
Tam
małpolud – towarzysz podróży z daleka,
Słoń,
żółw i kokoszka wiecznym snem zmożone.
Zaklęta
Emilka dzierży w rękach szaty,
W
których co stulecie jeden ścieg przybywa.
Kiedy
będzie gotów ślubny strój bogaty,
Straci
moc zaklęcie, panna będzie żywa!
Musi
ucałować głazy potrzaskane,
Bo
jej pocałunek życie im przywróci,
Pierwszy
– dla Murzynka, gody – murowane!
Zaś
drużyna pieśni weselne zanuci.
Odnajdź
smak wędrówek z fantazją w tych czasach;
Na
Szczelińcu ujrzysz dzieło wielkich mocy,
Które
baśń zaklęły w skałach, głazach, lasach,
O
miłości, zemście, zazdrości, przemocy.
Kraków,
sierpień 2010r. Ewa Utracka
Szczeliniec Wielki
fot. Maciek Utracki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz