środa, 27 lipca 2016

WSPOMNIENIE Z RZYMU




 
    
                  Domine, quo vadis?
Wikimedia commons

 

         QUO VADIS, DOMINE?



Ostatni strażnik oddał hołd Więźniowi,
Którego wiedli przez lochy tajemne.
Noc, dziecko płacze; gdzieś modlą się „nowi”,
Pro Christo” – szemrzą korytarze ciemne.



Wyszli…Lśnią gwiazdy. Ktoś Starca okrywa
Opończą, kostur podróżny podaje.
Przewodnik podszedł, do pośpiechu wzywa.
Straszne Mamertinum w mroku pozostaje…



Droga wśród pinii za wzgórza prowadzi
W Albańskie Góry, Luną oświetlona.
Nad Romą łuna i dym się gromadzi;
Adonaj! To płoną "pochodnie Nerona"!



Brnąc z trudem Apostoł głowę unosi:
- "Pokój męczennikom"! – żal w przestrzeń płynie.
Owczarnię rzucił; ból serce tarmosi:
Odrodzi się ona? Czy w morzu zła zginie?



Walka się toczy w umyśle Rybaka.
- Panie, skryj się! Pogoń ku nam się zbliża!
Szept chłopca. – Nie widzę! - Tam, jasność jakaś!
-Tak, tak! Lecz to nie straż! Blask jest od Krzyża!



Piotr przed się biegnie, pada na kolana
W pył drogi, ramiona coś obejmują!
To szaty, stopy idącego Pana
Krzyż niosącego! Usta je całują.



- Panie! To prawda? Me oczy Cię widzą?
Domine, quo vadis? – załkał głos Sługi.
- Opuszczasz lud mój, więc do Rzymu idę,
By mi kaźń bolesną czyniono raz drugi!



- Pokój z tobą, Piotrze! Zorza lśni złocona.
- Panie! Mój Panie! – łkał starzec bezradnie.
Wstał z kolan; mężnie prostując ramiona
Wzniósł głowę; wiedział, co czynić wypadnie!



Krzepko dzierżąc kostur zawrócił ku Miastu.
- Quo vadis, Domine? – pyta pacholę
Zdumione zdarzeniem na drodze, o brzasku.
- Do Rzymu, synu, idę po swą dolę!



Ostatnim spojrzeniem objął owczarnię
Ów Apostołów Książę, lecz człek ubogi.
Z woli Romy, na krzyżu miał umrzeć marnie
Żyd stary, uchodźca, i nieszczęsnym drogi.



Wiodą żołnierze Rybaka Wielkiego
Drogą wśród pinii, cyprysów, akantu
Na mękę. Piotr rękę wzniósł i patrząc w niebo
Błogosławi na wieczność: Miastu i światu.



Przy Via Appia, gdzie Piotr spotkał Pana,
Wśród rzymskich grobów, historii hałasów
Drzemie świątynia, gdzieś w ciszy schowana
Z „Quo vadis, Domine?”- pytaniem wszechczasów.



                                                       Miłej koleżance Ryszardzie na pamiątkę przyjaźni

                                                                                             dedykuję



Grudzień 2008r                                                                              Ewa Utracka




















czwartek, 21 lipca 2016

WSPOMNIENIE Z ITALII - WIERSZ




 
                                                Bazylika i plac św.Piotra; Watykan

 

           GROTY   WATYKAŃSKIE


W ciszy, w skupieniu pełznie tłum ludzi
By zniknąć w głębi podziemi
Grot Watykańskich, tam, gdzie duch się budzi
W półmroku świateł i cieni.

Cisi, w napięciu idą "gęsiego"
Czarni i żółci i biali -
Pochód ludzkości, z kraju dalekiego:
Pielgrzymi, wielcy i mali.

I doszli. Oto Grób Apostoła
Piotra, Rybaka Wielkiego,
Opoki Chrystusowego Kościoła,
Żyda, Rzymowi obcego.

Pod baldachimem ołtarz złocony
Z drewnianym tronem spoczywa;
To na nim, wśród swoich, trudem zmożony
Apostoł Piotr przesiadywał.
                                                                                                                      
W Grocie, pod tronem, sarkofag skryty,
Prosty, dostojny, kamienny;
Wśród złotych ozdób jest napis wyryty.
Oliwnych lamp blask promienny.
                                                                                                         
Przy Nim współtwórcy nowego bycia
Z lat męki i prześladowań,
Gdy pośród orgii, przemocy, użycia
Wzrastała  siejba Piotrowa.

Słychać oddechy i stóp szuranie,
Setki nas suną przez Groty,
Poprzez historię, tradycję i pamięć,
W zadumy półmroku złotym.

Leżą  figury, a każda w tiarze,
Krzyż  święty dzierżą ich dłonie,
Na sarkofagach; majestat na twarzy
W brązie, w marmurze rzeźbionej.

Sługa  Sług Bożych, Piotra następca,
Mędrzec, mecenas, uczony,
I reformator i dusz ludzkich rządca,
Mąż święty, błogosławiony.

Pod koniec tysiąclecia drugiego
Przybył do Rzymu ksiądz młody,
Mężny, rozumny, z narodu polskiego;
Ruszył ze światem w zawody.

Z pokorą  poniósł Klucze Piotrowe
Ująwszy Krzyż  krzepką dłonią;
I poszedł przed siebie, z młodymi, w nowe;
Kościół i świat za Nim gonią.

I dzisiaj płat marmuru białego                                              
Od życia Go nie odgradza,                                                   
A rząd pielgrzymów z kraju odległego                                   
Hołd składa, ducha odradza.

                                                                                                                                                Lampy oliwne świecą w  podziemiu,
A światłość to  wiekuista –
Wielkim ludzkości dziejów  świeci cieniom.
Historia tu  rzeczywista.

Sługa  Sług Bożych, Piotra następca,
Mędrzec, mecenas, uczony,
I reformator i dusz ludzkich rządca,
Mąż święty, błogosławiony.

W niebyt odeszło Imperium Romy,
Księstwa, republiki, miasta;
Szymona - Piotra dzieło, syna Jony,
Wciąż obok władzy wyrasta.


                                                 
Kraków, czerwiec 2008r.                           

                      Miłej, zacnej koleżance Zosi i jej Synowi za okazane wielkie serce,
                      wraz z wyrazami wdzięczności

                                                                                           dedykuję

                                                                                        Ewa Utracka

                                      Wnętrze Bazyliki św. Piotra; jeden z ołtarzy

fot. Ewa Utracka  
























czwartek, 14 lipca 2016

BALLADA




 

   
          Romańska baszta czchowskiego zamku


     DUMANIE BASZTY CZCHOWSKIEJ



Już zniknęły śniegi, deszcze.
Słońce wśród chmur skryte jeszcze
Nieśmiało, z nadzieją zerka;
Nie chce wierzyć, znowu zerka!
Wiosna wreszcie zaistniała,
Strojna w zieleń, w głos się śmiała.
Od gór płynie z wiatrem, z majem,
Łąki, sady rozkwitają.
Dunajec wiosenny szumi.
Któż go słucha, któż zrozumie?
Jakie to wspomnienia rzeki
Wody jej niosą przez wieki?
Baszta czchowska stoi głucha;
Ona jedna wód tych słucha.
Osiem wieków temu, wiosną,
Też ptak śpiewał pieśń radosną;
Boże mój, jak ten czas leci…
Na łące igrały dzieci,
Baby przędły, jeść warzyły,
Siały, prały, gawędziły.
Łowca zwierza w lesie gonił,
Kowal ze sto podkuł koni,
Rolnik orał, szewc szył buty,
Strażnik baczył, w stal zakuty,
Na horyzont dookoła
Tam, gdzie Melsztyn, Tropsztyn, sioła,
Czy z czatowni zamku w Czchowie
Nie zobaczy dymu człowiek?
Rety!!! Płomień, wrzask z daleka!
Tatar ciągnie! Śmierć nas czeka!
Ci – do lasu, ten – do gródka,
Komuś zaginęła trzódka;
Dzwon na trwogę, płacz, panika!
A tu – orda Czchów zamyka!
Na nic fosa, mury, wały;
Na obrońców lecą strzały.
Ukrop z kotłów leją woje.
Czym kto ma, walczy, o swoje!
Mur się kruszy, płoną strzechy;
Nie obronią zamku Lechy!
Wyważono wreszcie bramy;
Ludzie! Diabłów w grodzie mamy!
Polegli wszyscy obrońcy;
Czchów zalała dzicz, tysiące!
Tatar miasto złupił, zniszczył,
Pozostawił jeno zgliszcze.
Setki dziewcząt jasyr czeka,
Lament i droga daleka.
Tylko ja, Baszta, zostałam
Samotna, opustoszała;
Niemy świadek krwawych czasów
Tkwiłam, pośród gór i lasów…
Zmartwychwstało moje miasto,
Światło życia w nim nie zgasło!
Nadzieja w niebo się wznosi:
Nowe życie idzie! – głosi.
Uczonego zaś łopata
Wydobywa wciąż dla świata
Sprzed stuleci miecze, groty
Tutejszych majstrów roboty,
Misy, monety i brosze,
No i wszystkiego po trosze.
A zniszczone gródka mury
Naprawiono – po raz wtóry.
Chcesz na Basztę wyjść zamkową?
Proszę, idź aleją nową:
Od rynku, obok kościoła
Uliczka wiedzie wesoła.
Przechodniu, zapraszam mile,
Spędź w mych murach chociaż chwilę!
A w słodki wieczór majowy
Nikt do pracy nie ma głowy!
Po ścieżynach krążą pary,
Marzy młody, duma stary;
Wyjdźmy na Basztę, kochany;
Widzisz? Kwitną już kasztany!
Siądźmy w niszy, w każdej – para;
W tej my – stara młoda para,
Romantyczna – jak przed laty
Świat w szczęście, w urok bogaty!
Niedzisiejsza – w ciszy ciemnej
Pocałuj mnie, potajemnie!
A z wierzchołka Baszty płynie
Melodia, w ogniach zórz ginie.
Spójrz w dal: sine gór łańcuchy;
Lasów zielone poduchy;
Beskidzką barwną doliną
Dunajeckie wody płyną
Wciąż młode, bystre, szemrzące,
Nocą baśnie gadające.
Taką nocką ciepłą, jasną,
Jakże człeku trudno zasnąć…
Idzie lato – pora nowa;
Oto mamy Święto Czchowa.
Jazz zdobywa szturmem miasto;
Dźwięczy rynek, las pod Basztą.
Stara Baszta sprzed stuleci
Zdobywana po raz trzeci!
W pogodnym, ciepłym poranku
Bluesem brzmią ruiny zamku.
Płyną rumby, swingi płyną
Zieloną, rzeczną doliną.
Śpiewa banjo, krzyczą „blachy”,
Brzmią z perkusją mury, dachy.
Noc niesie samby, fokstroty,
Boogie – woogie, rytm z synkopą.
Muzyka z Stanów Południa
Brzmi w Beskidach naszych co dnia!
Baszta sędziwa, olśniona,
Na festiwal przystrojona
Duma: miło w czas starości
Aż tylu przyjmować gości.
Przybyszu, gdzieś z krańców świata,
Poznaj smak czchowskiego lata!



Czerwiec 2009r.                                                   Ewa Utracka

                       
           
                                 Na koronie wieży


fot. Ewa Utracka






































poniedziałek, 4 lipca 2016

BALLADA




   
                 Most św.Benezeta na Rodanie w Avignon

                                                      
                         
                                                      Katedra Notre-Dame i Pałac Papieski



   

         MOST W AVIGNON

              (wykorzystano cytaty z wiersza K.K.Baczyńskiego)



Jest wiele mostów nad rzekami
Całego świata – zwykła rzecz:
Pont Neuf w Paryżu na Sekwanie
I most Karola w Pradze też.


We Frisco Golden Gate wiszący,
Brooklyński – w mieście Nowy York:
Lecz tylko jeden most pod słońcem
Burzliwe dzieje skrywa w mrok.


To most św. Benezeta
Pod zamkiem, w mieście Avignon,
Nad rzeką Rodan, wielką rzeką,
Most – symbol. A skąd wziął się on?


Jakieś stuleci dziewięć temu
Benezet z nieba słyszał głos:
- Brzegi kapryśnego Rodanu
Tu, w Awinionie złączy most,


Który zbudujesz, chłopcze młody!
- Jam pasterz, Panie, nie znam się!
Anioł go wiedzie, szumią wody,
- Przekonaj – rzecze biskup – mnie,


Że słowa twe to wola Boga!
Wtedy Benezet dźwignął głaz,
Którego i trzydziestu chłopa
By nie ruszyło, nawet wraz!


Niósł sprzed pałacu biskupiego
Aż na brzeg rzeki; patrzył lud
Jak w trawę cisnął! – Spójrz na Niego!
Tu, w Awinionie stał się cud!


Mostowe Bractwo założono,
Pieniądze też znalazły się
I tęgich majstrów sprowadzono;
Już most Rodanu fale tnie.


Mostem – rycerze, strojne damy,
Kupcy i mnisi spieszą het…
Mała kaplica czuwa na nim,
A w niej -  sam święty Benezet.


Szał wojen i powodzi fale
Niszczyły most przez setki lat.
I tylko cztery przęsła trwają,
Które podziwia dzisiaj świat.


W Avignon most to most - legenda
W swoich kamieniach zamknął czas,
Który tu zasnął; bo tak trzeba,
By dziś - zadumę wzbudzić w nas...


Nie przejdziesz nim na „stronę drugą”,
Która i w zuchu budzi lęk.
Magiczny most pozwala ludziom
W połowie drogi – wstrzymać się!


I słuchać tu odwiecznej ciszy
Stojąc wśród plusku rzecznych fal,
Oddychać wiatrem i usłyszeć
Grę dzwonów z nieba; poprzez dal


Słoneczną głos spłynie ku Tobie
Anielski głos, co z śmiechem brzmi
Dziecinnym, we francuskiej mowie;
Wokół powietrze wonne drży…


„…jak na najcieńszej wiatru gamie…”
„…jak promień natężony ton…”
„…tańczą panowie, tańczą panie…”
Tu, „sur le Pont d’Avignon”.


                                     Mojemu Synowi, by spełniały mu się marzenia

                                                                                            dedykuję


Lipiec, 2011r                                                                      Ewa Utracka


           
                                Średniowieczny Avignon

                                                           
                                              Lawendowa łąka nad Rodanem

 fot. Ewa Utracka