niedziela, 14 sierpnia 2016

BALLADA




 
                                                       Nasza towarzyszka Cora




               SPACER W DESZCZU



W powietrzu deszcz szumi, deszcz to niejesienny,
I leje i pluszcze jednaki, niezmienny.
Czy wyjdę na taras czy wyjrzę przez okno
To widzę mój ogród i drzewa w nim mokną.



W dżdżu kroplach się pławią modrzewi igiełki
I świerki srebrzyste i sosen tłum wielki.
Drżąc kąpią się w wodzie niebiańskiej me róże,
Jałowców zaś tuzin wzdycha: nie lej dłużej!



Chmur ciężkie poduchy wiatr pędzi przed siebie,
Tarmosi i szarpie, rozrzuca po niebie;
Kłębami otula wzgórz leśne ostępy,
Nad bliską doliną unosi mgieł strzępy.



W tym wietrze, w tych chmurach, wśród dżdżu idę drogą,
Przyjaciel – pies człapie tuż za moją nogą.
I oto wyprzedza, odwraca się ku mnie,
Jej oczy pytają, odpowiem, jak umiem.



- Pamiętasz te nasze przechadzki o wiośnie,
Gdy brzęczą owady, świat pachnie i rośnie?
Woń ziemi i trawy tak wciąż mnie czaruje!
-Tak, szłyśmy ścieżkami wśród łąk, też ją czuję.



-Pamiętasz, jak w Tropiu siadłyśmy nad rzeką
Poniżej kościółka, dąb tkwił niedaleko.
Objęłaś mą szyję, w różaniec patrzyłaś;
-Spójrz, sam święty Świerad nas wita – mówiłaś.



A potem dzieliłaś się ze mną ciastkami
I czekoladą. Wtem stanął przed nami
Człek młody i w czerni, z uśmiechem łagodnym
Pozdrowił, krzyż kreśląc ręki ruchem godnym.



-Obcy tuż! Nie szczekasz? Toć to nie pojęte!
-Wyczuwam w nim dobroć i miejsce jest święte.
Rzekł nam, jak Franciszek, co zawsze pamiętam,
Że braćmi człowieka są także zwierzęta!



-To pięknie, lecz czasem spaceru odmawiasz!
Zapierasz się, nie chcesz i przykrość mi sprawiasz.
-Żar leje się z nieba więc ciężko mi chodzić.
-Przepraszam, bezmyślność, my też już niemłodzi!



Lecz z wnukiem mym biegasz, wiek tu nie gra roli!
-Też mój, chcę być przy nim, choć wszystko mnie boli!
-Z swym Panem kochanym do lasu też chadzasz!
-Bo las to mój żywioł, deszcz tam nie przeszkadza!



Mój Pan zbiera grzyby w swych miejscach tajemnych,
Gdzie mruczy strumień, w zagajniku ciemnym.
Ja biegam dokoła i jego pilnuję,
Zwierzynę przeganiam, jak tylko poczuję.



Jest ze mną bezpieczny, nie zginie sam w lesie!
-Tak bardzo go kochasz? – Najbardziej na świecie!
To on mnie przygarnął, bo mama nie chciała.
Hodował mnie, karmił, gdy ja byłam mała.



O wszystkim, co dobre, pies zawsze pamięta,
Na śmierć nawet pójdzie, bo rozkaz rzecz święta!
-Podziwiam twa wierność, oddanie szanuję.
-Też jesteś kobietą, czym miłość jest – czujesz!



Wspomnienie rozmowy płynącej wśród deszczu,
Gdy psina ma wdzięcznie obok biegła jeszcze;
Aż przyszedł dzień smutny i trudny, od rana...
I odtąd na spacer wychodzę już sama.



kwiecień 2012r.                                                   Ewa Utracka
                                                     

                                           
             
                                     Spacer w parku


 fot. Ewa Utracka















środa, 10 sierpnia 2016

BALLADA



 

             
                                 Trzy Korony i Facimiech

     fot.Maciek Utracki



 O CZYM SZEMRZE DUNAJEC?



Ostre, białe turnie spod „boskiego oka”
Stworzyły Koronę Pienin nad doliną;
Ta króluje, dumna, spogląda z wysoka
W wody dunajeckie, co u stóp jej płyną.



Cicho szumisz, rzeko, coś mi opowiadasz,
Kiedy idę Drogę Pienińską wzdłuż brzegu,
Albo płynę tratwą - pluskasz, szemrzesz, gadasz -
Próbuję wyłowić legendy z fal biegu.



- Hej, lat temu z tysiąc, jak ten czas ucieka!
Było dziko, pusto i kamienne progi.
Ujście dla wód mieczem w skałach rąbał, siekał
Król Bolesław Chrobry, Piast i rycerz srogi.



Z pośpiechem Dunajec wpływa w wąwóz ciemny,
W las pachnący, chłodny, pełen skał odwiecznych,
Kamieni omszałych, ścieżyn, jam tajemnych;
Wąwóz - jest magiczny, stary las – bajeczny.



- Janosika w karczmie hajducy pojmali,
Okuli w żelaza, do lochu cisnęli.
On łańcuchy skruszył, uciekł na świat biały,
Oni zaś gromadą ścigać go zaczęli.



Przez Czerwony Klasztor rzeka płynie wąsko;
Skok Zbójnicki miejsce to wieść gminna zowie,
Bo tu nad spienionym nurtem skoczył bosko,
Kierpce w skale odbił Jano, dzielny człowiek.



- Och, odpocznę nieco – szepnie rzeczna fala
Cicho płynąc głębią lub wirem zawinie.
- Spójrz, obmywam skały, tratwy niosę z dala;
Flisy w nich bajają. Głos od wody płynie.



- Tatary, Tatary, straszne Azji dzieci
Kraj nasz zalewają śmiercią i pożogą!
Trawa nie urośnie, gdzie ich koń przeleci.
Lud ucieka w lasy, w grody ponad wodą.



Kinga, księżna pani, chce poddanych chronić,
Ale cóż rozkazać, gdy Złe już się zbliża?
Woła mniszki, mieszczan: - Pan Bóg nas obroni!
Uciekajmy! Tatar nie lęka się Krzyża!



Pani stopę stawia, cud! goździk wyrasta
Świeży, purpurowy jak ta krew niewinna.
Widać tuman kurzu! Lud wybieg z miasta.
Kinga rzuca wstążkę – rzeka płynie zimna!



Och, Tatar za nami! Ratuj, pani nasza!
Kinga rzuca grzebień z modlitwą na ustach
I już lasy, knieja gęstwiną przestrasza;
Różaniec – są góry, przepaści i pustka.



Chronią się ludziska w zameczku na skale,
W samym sercu Pienin, na Zamkowej Górze.
Mgła ich otuliła. Księżna żyła w chwale;
Do dziś pieśń tę śpiewam! – śpiewaj, rzeko, nuże!



- Na tamtym zakolu, patrz, turnie wysokie.
Siedmiu grzesznych Mnichów możesz w nich rozpoznać;
Oni skamienieli za karę. Rzuć okiem
Na Facimiech. Widzisz polskiej Mniszki postać?



- Alem się rozgadał! – rzeka cicho śpiewa;
- Spójrz w górę! Pod niebem bystra Sokolica!
Wielka turnia, przepaść, iglice i drzewa.
Wyjdziesz tam? To z ciebie prawdziwa orlica!



- Już tam byłam! Widok z ganku doskonały
Na twą wodę srebrną, żwawą, śpiewającą,
Oglądany poprzez sosnę „rozdartą”, przez skały,
Zieloną, wciąż żywą, ożywczo pachnącą.



Cudnie stać pod niebem, pod słoneczkiem ślicznym!
Gdzieś w dole Dunajec wciąż rzeźbi Pieniny;
Za mną las, w nim czary, w dali świat magiczny
Szczytów Tatr, surowy, nawet groźny; inny.



Płyną tratwy, płyną, czas z wodą ucieka.
Tam Czertezik, wąwóz, a w nim barwne ściany,
Zakole; wśród głazów pluska, mruczy rzeka
Ciche pożegnanie cudów niezrównanych.



Maj 2010r.                                                   Ewa Utracka

             
             
                  Przełom Dunajca przez Pieniny  









    


    




















czwartek, 4 sierpnia 2016

FRANCJA. WSPOMNIENIA Z LOURDES




  
                           Bazylika NMP w Lourdes

                                                                         
                                               
                                                                                  NMP w grocie Masabielle



                           PROCESJA  ŚWIATEŁ



Mgłą góry spowite, chmury wiszą nisko;
Ptak stalowy z dala usiadł na murawie.
Rząd ludzi na wózkach po pasie lotniska
Tocząc się wśród deszczu zniknął z oczu prawie.


W dolinie - Lourdes gwarne, nad szumiącą rzeką
Powita nieszczęsnych, przygarnia, pochłania;
Świętego Józefa brama niedaleko,
Sanktuarium czeka, rozbudza doznania.


Tu, w ciszy zielonej – świątynia na skale
Z wieżycą, lśni złotem Maryji korona.
Spójrz w góry – warownia, na skwer – ludzkie fale,
Szmer modlitw i kroki w szum rzeki wtopione.


Ułomność, łzy, nędze, choroby ludzkości
W tym miejscu, gdzie świętość w powietrzu wraz z mgłami,
Przynoszą cierpienia swej beznadziejności –
„Uzdrowienie chorych pomódl się za nami!”


Pielgrzymi i ludzie na wózkach w jaskini
Z błaganiem na ustach swe świece zapalcie
Tam, gdzie Matka Boża mówiła dziewczynie:
„Przyjdźcie pić ze źródła, w nim się obmywajcie!”


Już zmierzch; płynie posąg Maryji z różami,
A za nim w procesji lud z świata całego;
Chorzy – każdy świece osłania rękami,
Wędrowiec ze światłem u boku bliźniego.


Nad Pirenejami rozbrzmiewa pieśń znana;
Śpiewają we wszystkich językach tej Ziemi
„Po górach, dolinach...”, Maryjna, kochana;
Marzenia, pragnienia się wznoszą nad nimi.


Ciemno. Płyną światła nadzieji i wiary,
Ufności w moc sprawczą Matki wszego ludu.
Wiedz, człecze: choć władnyś, masz wiedzę bez miary,
Nie wolno ci nigdy zniszczyć tego cudu!


                                       Miłej koleżance Ani, wielbicielce Piękna, kochającej świat

                                                                                                  dedykuję



Kraków, maj 2012r                                                                     Ewa Utracka


       
         Skwer w Lourdes; wokół Krzyża rodzina Pana Jezusa

                                                    
                              
                                                Procesja świateł; chorzy ze świecami w rękach

 fot. Ewa Utracka