środa, 10 sierpnia 2016

BALLADA



 

             
                                 Trzy Korony i Facimiech

     fot.Maciek Utracki



 O CZYM SZEMRZE DUNAJEC?



Ostre, białe turnie spod „boskiego oka”
Stworzyły Koronę Pienin nad doliną;
Ta króluje, dumna, spogląda z wysoka
W wody dunajeckie, co u stóp jej płyną.



Cicho szumisz, rzeko, coś mi opowiadasz,
Kiedy idę Drogę Pienińską wzdłuż brzegu,
Albo płynę tratwą - pluskasz, szemrzesz, gadasz -
Próbuję wyłowić legendy z fal biegu.



- Hej, lat temu z tysiąc, jak ten czas ucieka!
Było dziko, pusto i kamienne progi.
Ujście dla wód mieczem w skałach rąbał, siekał
Król Bolesław Chrobry, Piast i rycerz srogi.



Z pośpiechem Dunajec wpływa w wąwóz ciemny,
W las pachnący, chłodny, pełen skał odwiecznych,
Kamieni omszałych, ścieżyn, jam tajemnych;
Wąwóz - jest magiczny, stary las – bajeczny.



- Janosika w karczmie hajducy pojmali,
Okuli w żelaza, do lochu cisnęli.
On łańcuchy skruszył, uciekł na świat biały,
Oni zaś gromadą ścigać go zaczęli.



Przez Czerwony Klasztor rzeka płynie wąsko;
Skok Zbójnicki miejsce to wieść gminna zowie,
Bo tu nad spienionym nurtem skoczył bosko,
Kierpce w skale odbił Jano, dzielny człowiek.



- Och, odpocznę nieco – szepnie rzeczna fala
Cicho płynąc głębią lub wirem zawinie.
- Spójrz, obmywam skały, tratwy niosę z dala;
Flisy w nich bajają. Głos od wody płynie.



- Tatary, Tatary, straszne Azji dzieci
Kraj nasz zalewają śmiercią i pożogą!
Trawa nie urośnie, gdzie ich koń przeleci.
Lud ucieka w lasy, w grody ponad wodą.



Kinga, księżna pani, chce poddanych chronić,
Ale cóż rozkazać, gdy Złe już się zbliża?
Woła mniszki, mieszczan: - Pan Bóg nas obroni!
Uciekajmy! Tatar nie lęka się Krzyża!



Pani stopę stawia, cud! goździk wyrasta
Świeży, purpurowy jak ta krew niewinna.
Widać tuman kurzu! Lud wybieg z miasta.
Kinga rzuca wstążkę – rzeka płynie zimna!



Och, Tatar za nami! Ratuj, pani nasza!
Kinga rzuca grzebień z modlitwą na ustach
I już lasy, knieja gęstwiną przestrasza;
Różaniec – są góry, przepaści i pustka.



Chronią się ludziska w zameczku na skale,
W samym sercu Pienin, na Zamkowej Górze.
Mgła ich otuliła. Księżna żyła w chwale;
Do dziś pieśń tę śpiewam! – śpiewaj, rzeko, nuże!



- Na tamtym zakolu, patrz, turnie wysokie.
Siedmiu grzesznych Mnichów możesz w nich rozpoznać;
Oni skamienieli za karę. Rzuć okiem
Na Facimiech. Widzisz polskiej Mniszki postać?



- Alem się rozgadał! – rzeka cicho śpiewa;
- Spójrz w górę! Pod niebem bystra Sokolica!
Wielka turnia, przepaść, iglice i drzewa.
Wyjdziesz tam? To z ciebie prawdziwa orlica!



- Już tam byłam! Widok z ganku doskonały
Na twą wodę srebrną, żwawą, śpiewającą,
Oglądany poprzez sosnę „rozdartą”, przez skały,
Zieloną, wciąż żywą, ożywczo pachnącą.



Cudnie stać pod niebem, pod słoneczkiem ślicznym!
Gdzieś w dole Dunajec wciąż rzeźbi Pieniny;
Za mną las, w nim czary, w dali świat magiczny
Szczytów Tatr, surowy, nawet groźny; inny.



Płyną tratwy, płyną, czas z wodą ucieka.
Tam Czertezik, wąwóz, a w nim barwne ściany,
Zakole; wśród głazów pluska, mruczy rzeka
Ciche pożegnanie cudów niezrównanych.



Maj 2010r.                                                   Ewa Utracka

             
             
                  Przełom Dunajca przez Pieniny  









    


    




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz