poniedziałek, 13 lutego 2017

OBRAZKI ZIMY




                   
                                                                Walc angielski



        WALENTYNKI



Dawno temu, w Rzymie starym
Valentinus żył czcigodny.
Biednych leczył, uczył wiary,
Był ufności ludzkiej godny.


Młodzi nieraz się skarżyli
Na bezsenność, serca bicie
Na widok osoby miłej.
- Ach, jak ciężkie bez niej życie!


Valentinus błogosławił
Ich miłości w tajemnicy;
Małżonkami się stawali.
Nie w smak było to rodzicom.


Uwięziono Walentego;
Chrzcił w podziemiu, leczył trochę,
Wzrok przywrócił córce swego
Strażnika i ją pokochał.


Na śmierć wiodą nieszczęsnego!
Panna łzami się zalała,
Gdy od „Twego Walentego”
Pożegnalny list czytała.


Na pamiątkę dnia owego
„Walentynki” świat świętuje
W dzień lutego czternastego,
Choć wokół zima panuje.


W mroźny ranek kartkę dałeś
Z pękiem róż czerwonych, z sercem;
Jak Walenty napisałeś:
Kocham Cię! Tyś moim Szczęściem!


Śnieg kołderką ziemię skrywa,
A nam ciepło, a nam miło
Tak, jak tylko w święto bywa.
- Patrz! Słońce nam zaświeciło!



Luty 2011r.                                               Ewa Utracka

                
           
                         Róża na Walentynki

fot. Ewa Utracka











 

               

środa, 1 lutego 2017

ZIMOWE OBRAZY



 
                                Wigilia dla ubogich na krakowskim Rynku Głównym



        ROZMOWA Z…



Znów ją widziałam. Przed sklepem stała
Drobna, wychudła i posiwiała;
Obok niej wózek, jakiś tobołek,
Który jej czasem służył za stołek.



Ludzie wchodzili i wychodzili;
Jest przeźroczysta. Nie zobaczyli.
Wyciąga rękę, prosi nieśmiało.
Twarz odwracają. Nic się nie stało.



- Z drogi, moherze, lepiej siedź cicho!
Człowiek odpycha stworzenie liche…
- Jestem tak głodna! Pani pomoże…
- Ja... nie mam drobnych. Ktoś inny może…



Chwilę postała choć wiatr wiał srogi;
Ciągnie swój wózek i wlecze nogi.
Biorę pod rękę, cicho pozdrawiam:
Chodźmy na obiad! Proszę. Ja stawiam.



Z wrażenia- niema; oszołomiona,
Głowę pochyla, kuli ramiona.
Ależ to prawda! Siedzi przy stole!
- Zje pani zupę? – Ja kaszę wolę...



Je ciepłą strawę, siorbie i wzdycha,
Wciąż nie dowierza, biedota licha.
Gdzie mąż, rodzina, dzieci? - zapytam.
- Mąż dawno umarł! – mówi kobieta.



- Rodzina! Siostry! Już nie pamiętam.
To było dawno! Ładne dziewczęta!
- A pani dzieci? Gdzie pani dzieci?
- Gdzie? Sama nie wiem. Pewnie gdzieś w świecie!



-Tak starą matkę zostawić samą!
-Wie pani, pewnie tęsknią za mamą!
-Gdyby tak było…! Czasu nie mają!
Ciężko pracują, lecz pamiętają…!



Łza jak perełka, jak diament, spływa
Gorzka, gorąca, wciąż młoda, żywa.
Gładzę jej rękę; cofa się, żachnie:
- Pani mnie puści! Bieda nie pachnie!



- Proszę nie płakać, serce się kraje!
- Życie jest takie, że słów nie staje!
Na świecie jedna miłość jest święta:
Miłość matczyna, rzecz niepojęta!



Obiad wspaniały, pięknie dziękuję!
Po tym posiłku lepiej się czuję.
Pani już idzie! W cieple posiedzę,
A potem wrócę w tę moją biedę!



Grudzień 2016                                      Ewa Utracka

fot. Ewa Utracka