Wigilia dla ubogich na krakowskim Rynku Głównym
ROZMOWA
Z…
Znów
ją widziałam. Przed sklepem stała
Drobna,
wychudła i posiwiała;
Obok
niej wózek, jakiś tobołek,
Który
jej czasem służył za stołek.
Ludzie
wchodzili i wychodzili;
Jest
przeźroczysta. Nie zobaczyli.
Wyciąga
rękę, prosi nieśmiało.
Twarz
odwracają. Nic się nie stało.
- Z
drogi, moherze, lepiej siedź cicho!
Człowiek
odpycha stworzenie liche…
- Jestem
tak głodna! Pani pomoże…
- Ja... nie mam drobnych. Ktoś inny może…
Chwilę
postała choć wiatr wiał srogi;
Ciągnie
swój wózek i wlecze nogi.
Biorę
pod rękę, cicho pozdrawiam:
- Chodźmy
na obiad! Proszę. Ja stawiam.
Z
wrażenia- niema; oszołomiona,
Głowę
pochyla, kuli ramiona.
Ależ
to prawda! Siedzi przy stole!
- Zje
pani zupę? – Ja kaszę wolę...
Je
ciepłą strawę, siorbie i wzdycha,
Wciąż
nie dowierza, biedota licha.
Gdzie
mąż, rodzina, dzieci? - zapytam.
- Mąż
dawno umarł! – mówi kobieta.
- Rodzina!
Siostry! Już nie pamiętam.
To
było dawno! Ładne dziewczęta!
- A
pani dzieci? Gdzie pani dzieci?
- Gdzie?
Sama nie wiem. Pewnie gdzieś w świecie!
-Tak
starą matkę zostawić samą!
-Wie
pani, pewnie tęsknią za mamą!
-Gdyby
tak było…! Czasu nie mają!
Ciężko
pracują, lecz pamiętają…!
Łza
jak perełka, jak diament, spływa
Gorzka,
gorąca, wciąż młoda, żywa.
Gładzę
jej rękę; cofa się, żachnie:
- Pani
mnie puści! Bieda nie pachnie!
- Proszę
nie płakać, serce się kraje!
- Życie
jest takie, że słów nie staje!
Na
świecie jedna miłość jest święta:
Miłość
matczyna, rzecz niepojęta!
- Obiad
wspaniały, pięknie dziękuję!
Po
tym posiłku lepiej się czuję.
Pani
już idzie! W cieple posiedzę,
A
potem wrócę w tę moją biedę!
Grudzień
2016 Ewa Utracka
fot. Ewa Utracka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz