Śliwki
BALLADA O
ŚLIWKOWEJ PANIENCE
Bogata to ziemia, nasza
Sądecczyzna,
Dunajec ją zdobi srebrzysty.
Gościnnych, życzliwych to ludzi
ojczyzna,
Obyczaj ich stary i czysty.
Głębokie tu jary i lasy zielone,
I łąki ziołami pachnące.
Na stokach wzgórz sady, owocem
zdobione,
Słodkimi śliwkami nęcące.
Wśród drzewek, co owoc jesienią
urodzą
Dziewczątko się hoże zwijało,
Tnąc suche gałązki i chroniąc
przed szkodą,
I młody szczep pielęgnowało.
Śliwkową Panienką ją ludzie
nazwali,
Jak śliwka tak smaczną i młodą,
Wciąż widząc ją w sadach; imienia
nie znali;
Ich oczy cieszyła urodą.
Gospodarz przechodził i mnich,
białogłowa,
Zagadnąć ją chcieli o mamę,
O imię ojca; każdemu bez słowa
Owoce dawała zebrane.
Przychodził ogrodnik i drwal, rybak
młody,
Co pstrągi poławiał srebrzyste;
Lecz ona każdemu, co ruszał w
zaloty
Owoce dawała soczyste...
Śliwkowa Panienka zrywała
brzoskwinie,
I jabłka i gruszki i śliwy;
Składała je wszystkie do koszów
i skrzynek;
Ludziska - bajali już dziwy...
Raz przyszedł leśniczy i patrzył
bez słowa,
I zadrżał, tak cudnie spojrzała.
Pokochał szalenie. Kim być? -
kombinował,
By ona choć mówić z nim
chciała.
I poszedł po radę do Starca w
eremie,
Nad rzeką, co las opływała:
- Jedyna jest ona tu dla mnie, na
ziemi
I nie chcę, by biedę cierpiała!
- Bądź szczery, mój chłopcze,
bądź sobą, bądź prawy,
By Twoje widziała kochanie.
Do szczęścia nie trzeba bogactwa
ni sławy.
Statecznie w małżeńskim żyj
stanie!
Tak prawi mąż święty, lecz
młodzian nie słucha,
Pomysły się rodzą, czas działać!
Jak olśnić dziewoję, co szepnąć
do ucha,
By ona mu śliwek nie dała?
Za pana się przebrał, i za
oficera,
Aktorem i kupcem się staje,
I kiesą zabrzęczy i miny
przybiera -
Dzieweczka już śliwki mu daje!
On w rozpacz popada, łzy z oczu
mu płyną,
Co dalej ma robić, już nie wie.
Wtem Święty się zjawia: ma rada
jedyną!
Idź do niej i przedstaw swą
biedę!
Więc idzie leśniczy, jak dębczak,
twarz młoda,
I miłość jej swoją wyznaje.
Panienka go słucha z radością, z
pogodą;
Nie śliwki, lecz usta mu daje.
- Jam biedna sierotą, do pracy mam
ręce,
Do życia chęć moją ozdobą;
I jeszcze Ci pragnę gorące dać
serce,
Boś szczery, mój chłopcze, boś
sobą!
Do księdza więc pójdźmy, niech
zwiąże nas stułą,
Zaś potem mnie weź do swej chaty.
A ja tam miłością obdarzę
cię czułą,
Ty ciesz się, bo będziesz bogaty!
I zabrał ją młodzian. W jesiennej
już porze
Sad ostał się pusty i niemy.
Młodego znaliśmy, leśniczym był
w borze.
Śliwkowa Panienka? Nie wiemy!
Wrzesień 2007r. Ewa Utracka
Wymarzona chatka
fot. Ewa Utracka