piątek, 27 lipca 2018

BALLADA





                                                                       Śliwki



BALLADA O ŚLIWKOWEJ PANIENCE


Bogata to ziemia, nasza Sądecczyzna,
Dunajec ją zdobi srebrzysty.
Gościnnych, życzliwych to ludzi ojczyzna,
Obyczaj ich stary i czysty.
Głębokie tu jary i lasy zielone,
I łąki ziołami pachnące.
Na stokach wzgórz sady, owocem zdobione,
Słodkimi śliwkami nęcące.
Wśród drzewek, co owoc jesienią urodzą
Dziewczątko się hoże zwijało,
Tnąc suche gałązki i chroniąc przed szkodą,
I młody szczep pielęgnowało.
Śliwkową Panienką ją ludzie nazwali,
Jak śliwka tak smaczną i młodą,
Wciąż widząc ją w sadach; imienia nie znali;
Ich oczy cieszyła urodą.
Gospodarz przechodził i mnich, białogłowa,
Zagadnąć ją chcieli o mamę,
O imię ojca; każdemu bez słowa
Owoce dawała zebrane.
Przychodził ogrodnik i drwal, rybak młody,
Co pstrągi poławiał srebrzyste;
Lecz ona każdemu, co ruszał w zaloty
Owoce dawała soczyste...
Śliwkowa Panienka zrywała brzoskwinie,
I jabłka i gruszki i śliwy;
Składała je wszystkie do koszów i skrzynek;
Ludziska - bajali już dziwy...
Raz przyszedł leśniczy i patrzył bez słowa,
I zadrżał, tak cudnie spojrzała.
Pokochał szalenie. Kim być? - kombinował,
By ona choć mówić z nim chciała.
I poszedł po radę do Starca w eremie,
Nad rzeką, co las opływała:
- Jedyna jest ona tu dla mnie, na ziemi
I nie chcę, by biedę cierpiała!
- Bądź szczery, mój chłopcze, bądź sobą, bądź prawy,
By Twoje widziała kochanie.
Do szczęścia nie trzeba bogactwa ni sławy.
Statecznie w małżeńskim żyj stanie!
Tak prawi mąż święty, lecz młodzian nie słucha,
Pomysły się rodzą, czas działać!
Jak olśnić dziewoję, co szepnąć do ucha,
By ona mu śliwek nie dała?
Za pana się przebrał, i za oficera,
Aktorem i kupcem się staje,
I kiesą zabrzęczy i miny przybiera -
Dzieweczka już śliwki mu daje!
On w rozpacz popada, łzy z oczu mu płyną,
Co dalej ma robić, już nie wie.
Wtem Święty się zjawia: ma rada jedyną!
Idź do niej i przedstaw swą biedę!
Więc idzie leśniczy, jak dębczak, twarz młoda,
I miłość jej swoją wyznaje.
Panienka go słucha z radością, z pogodą;
Nie śliwki, lecz usta mu daje.
- Jam biedna sierotą, do pracy mam ręce,
Do życia chęć moją ozdobą;
I jeszcze Ci pragnę gorące dać serce,
Boś szczery, mój chłopcze, boś sobą!
Do księdza więc pójdźmy, niech zwiąże nas stułą,
Zaś potem mnie weź do swej chaty.
A ja tam miłością obdarzę cię czułą,
Ty ciesz się, bo będziesz bogaty!
I zabrał ją młodzian. W jesiennej już porze
Sad ostał się pusty i niemy.
Młodego znaliśmy, leśniczym był w borze.
Śliwkowa Panienka? Nie wiemy!



Wrzesień 2007r.                                            Ewa Utracka
                    
   
                           Wymarzona chatka

 fot. Ewa Utracka
                   







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz