Smok Wawelski zionie ogniem
Rzeźba Bronisława Chromego
W Smoczej Jamie
O SMOKU WAWELSKIM
Ręce
łamie Krakus biedny,
Bo
z Libuszą został jedną.
Za
mąż córę wydać trzeba.
Lecz
za kogo? Jeszcze nieba
W
nieszczęsną, żałobną porę
Srogą
zesłały potworę.
Jaszczur
Wiślan kraj nawiedził,
W
jamie pod Wawelem siedzi.
Ma
trzy głowy: każdej z pyska
Dymu
kłąb i ogień błyska.
Jadła
żąda niezwykłego,
Z
serca ludu wydartego:
Krakowianie
swoje córy
Muszą
ciskać mu w pazury!
Lament
wielki grodem wstrząsa.
Nie
ma żeru? Smok się dąsa,
Zieje
ogniem, aż drży ziemia,
Rzeka
Wisła bieg swój zmienia.
Wreszcie
taki dzień nadchodzi,
Że - zabrakło dziewic w grodzie!
Tylko
Libusza została,
Która
tron dziedziczyć miała.
Rozpaczają
biedne matki
Widząc
wstążki, lalki, szatki.
Rozpaczają
i ojcowie.
Co
tu począć? Kto podpowie?
Z
rana Krak na tronie siada,
A
wokół panowie Rada:
-
Wielki turniej urządzimy,
Smoka
szybko wypędzimy!
A
nagroda będzie taka:
Z
Libuszą na tronie Kraka
Rządzić
będzie wojak dzielny,
Dzięki
sławie nieśmiertelny.
Uradzili,
ogłosili,
Zewsząd
rycerze przybyli.
Ostrzą
miecze, tarcze kują,
Setki
strzał do kusz szykują.
Każdy
zuchem chwały godnym,
Pragnie
walczyć, władzy żądny.
Warczą
bębny; walczyć idą,
Jeden
z mieczem, drugi z dzidą.
Z
kuszy szyje łucznik dzielny.
Smok
rechocze! Nieśmiertelny?!
Na
witezi ogniem zionie
Tak,
że na nic zbroja, konie.
Łuska
twarda, ogon silny,
Pazur
rani. Człek bezsilny!
Odrastają
głowy ścięte.
Stworzenie
to niepojęte!
Kwiat
rycerstwa się wykrwawił,
Ciała
na błoniu zostawił.
Łamie
ręce Krak na nowo:
Jak
potworę zabić ową?
Naród
milczy, milczy Rada,
Strach
na wszystkie serca pada.
Wreszcie
z martwoty obłędnej
Wyszedł
chłopiec młody, biedny.
To
czeladnik szewski, Skuba.
W
pracy pilny, majstra chluba.
Nisko
kłania się królowi,
Panom,
rajcom i majstrowi,
I
w te się odezwie słowa,
Posłuchajmy!
Co za głowa!
-
Nagłowiłem ja się zdrowo,
Jak
uśmiercić bestię ową.
Oto,
gdzie się przeleźć nie da,
Podleźć
trza; inaczej bieda!
-
W twoich słowach brzmi rozsądek.
Zrób
ze smokiem raz porządek!
Władzę
ci dam i Libuszę,
I
mieć w kraju spokój muszę!
Tak
przemówił król łaskawy,
Ciekaw
ze smokiem rozprawy.
Z
rozkazania królewskiego
Skubie
wydano wszystkiego
I
to szybko, czego żądał.
Nikt
do szopy nie zaglądał.
Skuba
rozpruł brzuch barana
Największego
w stadach Pana.
Trzewia
wyjął – psom uciecha!
Smoły,
siarki, żaru wpycha.
Brzuch
zeszywa szydłem z dratwą –
Szewska
praca nie jest łatwą!
Na
wierzch jeszcze kiszek parę,
Żeby
zwabić w mig poczwarę.
Po
ciemku dźwiga barana.
Jest
na miejscu. Oto jama.
Już
u wejścia przysmak leży,
Skuba
zaś do bramy bieży.
Poczuł
smok w brzuchu głód srogi.
A
to co? Baranie rogi?
Baran
tłusty, wielki, pycha!
-
Ależ dziś się nażrę! – wzdycha.
Trzy
paszcze siorbią, mlaskają,
Jęzorami
wywijają.
Lecz
oto coś w brzuchu pali!
Czy
za dużo pieprzu dali?
Pić!
Smok pić chce, pragnie, płonie!
Pełza
ku Wiśle przez błonie.
Pije,
żłopie – w brzuchu pali!
Cóż,
u czarta, zjeść mu dali?
Chłepce
wodę z wielkiej rzeki.
Patrzy
Krak - z wieży dalekiej
Coraz
mniejsza modra Wisła!
Ledwie
ciurczy, prawie wyschła!
A
smoczysko dyszy, stęka,
Piasek
ssie i – z hukiem pęka!
Smok
nie żyje! Nie ma stwora!
Przepadła
straszna potwora!
Dzięki,
królu, panuj długo!
-
Dzięki wam, lecz to zasługa
Szewca
Skuby, odtąd księcia
I
mojego od dziś zięcia.
W
me objęcia pójdźcie dzieci!
Niech
wam słońce co dnia świeci!
Tak
przemówił Krakus prawy,
Władca
mądry, Pan łaskawy.
Gdy
przyszła śmierci godzina
Krakus
w Skubie uznał syna.
Wiślan lud go sławił wdzięcznie.
Nad
mogiłą kopiec ręcznie
Sypany,
stanął ogromny,
Pomnik
dziejów wiekopomny!
Kronikarz
podania słyszał
Od
starców i w księgach spisał.
Do
dziś Kraków w noc Kupały
Puszcza
wianki dla Ich chwały.
A
z obu kopców na Wawel
Patrzą
Wanda i Krak prawy.
Grudzień
2008r. Ewa
Utracka
Kopiec Kraka w słowiańskie Święto Wiosny
w Krakowie
fot. Ewa Utracka