poniedziałek, 31 października 2016

WIERSZE NA JESIENNY WIECZÓR




   
                                                                  Jesienne mgły

   fot. Ewa Utracka



            JESIENNA  ZADUMA



Sine góry w dali giną,
Siwe dymy z ognisk płyną.
A nad łąką pajęczyna
Babie Lato rozpoczyna.
Rozpuściła Jesień włosy,
W nich diamenty – krople rosy.
Odrzuciła welon mglisty
Słońcem błysnął błękit czysty.
Pochyliła twarz nad wodą,
Twarz zmęczoną, już niemłodą.
O, zmarszczka w kąciku oka!
Na szczęście niezbyt głęboka.
Jednak zmarszczka! Boże święty!
Kij w dłoń i goń ją na pięty!
Poszarzały włos na skroni,
A rumieńcem lico płonie.
Jesieni, tę chwilę jasną
Daj, a spojrzę w duszę własną.
Znikła gdzieś młodość wiosenna,
Lekka, beztroska, promienna
Czas zadumy nadszedł cicho,
Obudził w mym sercu licho,
A jesienna burza z deszczem
Zmianę aury mi obwieszcza.
Chłód i zimno, cisza sroga
Z przyjaciela czyni wroga.
ż nam począć? Serca chłodne,
Dłonie obce. W dzień wygodnie.
Wieczór schodzi na lekturze.
Noc trwa długo, coraz dłużej.
Smyku, smyku, dylu, dylu,
Gra nam Jesień na badylu.
Nuda dręczy, cisza męczy,
Za oknem coś tam kawęczy.
Dylu, dylu, smyku, smyku,
Zarzępoli na patyku.
-Ocknij się, czas dąsy rzucić,
Piosnkę przyjazną zanucić
Mówi Jesień – a przy świecach
Pijcie wino, to zalecam!
Pijmy wino – rada godna;
On mądry, ona - rozsądna!
Bóg otworzył Czasu wrota,
Przeszła przez nie Jesień Złota,
Cicha Jesień, Nasza Jesień
Spokój ducha nam przyniesie.



Wrzesień 2007r.                                                           Ewa Utracka

                           
                          
                                          Na jesienny wieczór
                    gif













środa, 26 października 2016

WIERSZE NA JESIENNY WIECZÓR




   

                                                         



                                             SAD

                                                                                  
Pogodną, ciepłą jesienią
Nasze sady się rumienią.
Jabłka słońcem malowane,
Deszczem, wiatrem całowane,
Pachnąc wabią. Tych dostatek,
żnorodność na dodatek.
Dziewczyno, nadstaw fartuszka,
To ci z drzewa spadnie gruszka!
Smak, wzrok przyciągają śliwy.
Ich urodzaj jest – prawdziwy!
Brzoskwinie się uśmiechają,
Do zrywania zachęcają.
Spójrz, maliny rozczochrane
Zaspokoją nasze gusta!
To malina czy twe usta
Takie słodkie i kochane?
Przyjemność wielka, łakoma -
Zrywanie winnego grona.
Sok pachnący, gęsty, boski.
Pij go! Znikną smutki, troski;
Złotą krwią słoneczną bywa,
Naród winem go nazywa.
Lejąc wino do kielicha
Nikt nie stęka, nikt nie wzdycha.
Jesienne wina antały,
Wigoru, zdrowia dodały.



Wrzesień 2007r.                                                            Ewa Utracka

                   
               

                      



 fot. Ewa Utracka




czwartek, 20 października 2016

WIERSZE NA JESIENNY WIECZÓR



 




                           NA GRZYBY!



Idź do lasu bladym świtem,
A użyjesz ciszy przy tym.
Las swą bajką cię otoczy;
Leśny świat jest tak uroczy!
Wśród gęstwiny, leśnych ścieżyn,
Wśród paproci, słodkich jeżyn,
Mchów, borowisk, leśnej młodzi
Moja ścieżka stromo schodzi,
Kręta, śliska, w dół pomyka
W ciemny parów; brzeg strumyka
To królestwo borowika.
Najsmaczniejszy grzyb, prawdziwy,
Szlachetny i urodziwy.
To król grzybów. Kozak znany,
Smak i zapach – niezrównany,
Czy w brzozowym lasku rośnie,
Czy też skłania się ku sośnie.
A na ścieżce, co ja widzę?
Niby wojsko – rude rydze!
I podgrzybek, drugi, trzeci,
Do koszyka mego leci.
Na spróchniałym pniu, o! cud!
Miodowych opieniek ród.
Idę ścieżką borem, lasem
Nucąc coś pod nosem czasem
Z uciechy; a późnym ranem
W słońcu toną rozczochrane
Sosny; pośród traw rodzina
Maślaków – swój marsz zaczyna.
Liczna jest, mnóstwo ich wszędzie;
Marynata smaczna będzie.
A oto świerki brodate,
Stare, wielkie, pnie sękate;
Wśród nich malec, świerczek młody,
Pełen radości, urody.
Pod tym świerczkiem, ciemnym lesie
Grzybek - muchomorem zwie się.
Obok krasnoludek siedzi,
Cętki liczy i się biedzi
Od soboty aż do piątku,
No i znowu od początku.
Grzybobranie Polska Jesień
Ofiaruje nam co wrzesień.
Trzymam „grzyba” prawdziwego,
Tylko czasem „trującego”.
Nie pomaga gotowanie,
Grzyb” mi ością w gardle stanie;
Stoi, jak słup na weselu!
Dar Jesieni, sprzed lat wielu…
Czasem mam smak i ochotę
Zebrać na sos kurki złote;
Zaś wrześniową, ciepłą nocą
Inne Kurki zamigocą
Z nieba zamrugają - chyba
Do mnie i mojego… „grzyba”…


Wrzesień 2007r.                                       Ewa Utracka

                      
                 
                                     Ciężkowice, Skalne Miasto


    fot. Ewa Utracka














niedziela, 16 października 2016

WIERSZE NA JESIENNY WIECZÓR




 
                                                                   Jesień



                         JESIENNY  LAS



Bóg otworzył Czasu wrota.
Przeszła przez nie Jesień Złota.
Złota Jesień, Polska Jesień;
Co też ona nam przyniesie?
Barw dostatek, grę kolorów,
Niebo, ziemia, pełne wzorów!
Rozpostarła Jesień szaty.
Jakiż świat się stał bogaty!
Żółcią, brązem i czerwienią
Krajobrazy się rumienią.
W mrocznej ciszy głębi lasu
Opadają z biegiem czasu
Na paprocie biedne, suche,
Na zrudziałych mchów poduchy,
Pnie, gałęzie poplątane,
Na potoki rozszemrane,
Głazy, krzyże pochylone
Nad mogiłą rozmodlone -
Liście - złote, purpurowe,
Z lip i dębów, wiązów, klonów,
Drżących osik i jesionów -
Szyszki i igły sosnowe.
W słońcu – zdrowa woń żywiczna.
Jarzębina ciągle śliczna
W tych swoich koralach krasnych
Pośród liści zwiędłych, jasnych…
Sosna dumna i strzelista
Płynie z słońcem w gwiezdną przystań…
W pozłocistych strojach, zwarte,
Buki pełnią leśną wartę.
Myślą zmęczone modrzewie,
Lecz o czym? Chyba nikt nie wie.
Może o tym, że niedługo
Zmagać będą się z szarugą
Nagie, smutne, postarzałe
Choć niedawno tak wspaniałe…
W wieczornej zorzy godzinie
Przez las Smętek z chłodem płynie;
Przysiadł na skraju polany
Szary i zrezygnowany…
Widać - prawem przemijanie!
Co się ma stać – niech się stanie…



Wrzesień 2007r.                                                 Ewa Utracka


           
                                         Jesienne dęby

  fot. Ewa Utracka














niedziela, 2 października 2016

BALLADA




 
                                        Góry Stołowe, Szczeliniec Wielki; Małpolud


             JAK  POWSTAŁ  SZCZELINIEC



Dawno, dawno temu szedł przez swe krainy
Sudetów władyka, Karkonosz wspaniały.
Bogactwa gromadził, prostym ludziom – dziwny.
Skrzętnym Liczyrzepą gromady go zwały,



Bo po wsiach szeptano, że hodował rzepy,
Które ciągle liczył, układał ich góry,
Czarował z nich służbę, wojaków. Niestety,
Budził strach w narodzie, samotnik ponury.



Takie też i było całe władztwo Ducha-
Tajemnicze góry, lasy i strumienie,
Skalne grzyby, słupy, ściany, cisza głucha
I na chłopa trawy, bagna i kamienie.



W takim mglistym miejscu, gdzie dziś Karłów żyje
Stanął Liczyrzepa, wielce zadziwiony:
Zamiast rumowiska, gdzie tylko wiatr wyje,
Ujrzał wieże, zamek murem otoczony.



- Kto śmiał wybudować fortecę potężną
Bez wiedzy i zgody pana tej krainy
Ze skał, ciężkich głazów, prawie niebosiężną?
Już go gniew rozpiera, już ze złości siny.



Na skrzydłach wściekłości na mury wzlatuje;
Na dziedzińcu – słońce, pieśń, radość młodości.
W klejnotach dziewoja z drużyną ucztuje!
Jak dzwon uderzyło w nim serce, z miłości!



- Uspokój się, serce, toć zwykła dziewczyna
Śmiertelna, jak wszystkie, i ładna – bo młoda!
- Tyś niemłody, broda srebrzyć się zaczyna –
Serce rzecze – jej krasy i młodości szkoda!



- Chcesz swe rzepy liczyć, jak każdego lata,
Samotny dziwaku? Idź, proś ją o rękę!
- Przeciem ja Karkonosz, Duch górskiego świata!
- Na kolanach błagaj o szczęście panienkę!



Przez mur zakochany jak młodzik przeskoczył,
Jak serce kazało – upadł na kolana,
Ona roześmiane zwróciła nań oczy.
- Piękna! Zostań żoną krainy tej pana!



- Powiedz swoje imię, dziewico cudowna,
Abym mógł cię wielbić przez wieczność, dniem, nocą!
- Emilka – usłyszał – władcy gór niegodna;
Zwyczajnej dziewczynie taki zaszczyt? Po co?



Nie słuchał; uderzył do panny w zaloty,
Na skale kołysze, za rączkę potrzyma,
Czaruje z rzep swoich miłe jej istoty:
Kokosz, żółwia, konia – lecz odzewu nie ma.



- Mój panie wspaniały! Mam narzeczonego,
Murzyńskiego kupca, który przybył do mnie
Z swym dworem przez morza, z kraju dalekiego,
Na grzbiecie wielbłąda; kocham go ogromnie!



- Czy tak jest? Nie wierzę, Emilko jedyna!
- Prawdę rzekłam, panie, innego miłuję!
- Mam wierzyć, że kochasz jakiegoś Murzyna?
- Mojego miłego! – Tego pożałujesz!



Zagroził Karkonosz, bo czuł się wzgardzony.
Pobiegł do pałacu – Samotni pod Śnieżką
Policzyć swe rzepy, ciężko obrażony.
Stworzył huf rycerzy, nie żałował mieszka.



Rycerstwo obległo naskalne zamczysko.
Emilka ze swymi dzielnie się broniła,
By ochronić miłość uczyniła wszystko.
Na nic się nie zdała zbrojnych mężów siła.



Ten opór, to męstwo śmiertelnej dziewoji
Wzbudziły zaciekłość w piersi Liczyrzepy.
Widział, że Emilka wojny się nie boi;
Złamie ją, pokaże potęgę i krzepę!



Czarem wzniecił burzę, grzmoty, błyskawice,
W zawierusze dziko miotał głazem, skałą
Na dziedziniec, w zamek. Tak pragnął dziewicę
Przez trzy doby nękać; na nic się to zdało.



Wtedy sięgnął po swą moc nadprzyrodzoną:
Wydarł serce z piersi Emilki, swej miłej,
Cisnął, by innego nie została żoną
I nie pokochała. By ktoś nie miał siły



Podziwiać, miłować – oszpecił jej lica,
Tak słodkie i drogie; przeklął ich wspomnienie.
W głaz jest zamieniona nieszczęsna dziewica;
Serce, piękna głowa – to szare kamienie.



Dopadł Liczyrzepa rywala swojego
Murzynka; powalił, na kawałki siekał
Silnymi ciosami miecza ogromnego,
Szczątki jego ciała w szczeliny powtykał.



Okrutnie się zemścił na wszystkim, co żyło
W zamku przy Emilce – ludziach i zwierzętach.
Wśród murów - dziwacznych kamieni przybyło,
A który z nich kim był - spróbuj zapamiętać.



Oto jest Murzynek – na wesele czeka;
Wielbłąd, co go przywiózł z Afryki w te strony,
Tam małpolud – towarzysz podróży z daleka,
Słoń, żółw i kokoszka wiecznym snem zmożone.



Zaklęta Emilka dzierży w rękach szaty,
W których co stulecie jeden ścieg przybywa.
Kiedy będzie gotów ślubny strój bogaty,
Straci moc zaklęcie, panna będzie żywa!



Musi ucałować głazy potrzaskane,
Bo jej pocałunek życie im przywróci,
Pierwszy – dla Murzynka, gody – murowane!
Zaś drużyna pieśni weselne zanuci.



Odnajdź smak wędrówek z fantazją w tych czasach;
Na Szczelińcu ujrzysz dzieło wielkich mocy,
Które baśń zaklęły w skałach, głazach, lasach,
O miłości, zemście, zazdrości, przemocy.



Kraków, sierpień 2010r.                                                Ewa Utracka

                        
                         
                                               Szczeliniec Wielki

 fot. Maciek Utracki