Nasza towarzyszka Cora
SPACER
W DESZCZU
W
powietrzu deszcz szumi, deszcz to niejesienny,
I
leje i pluszcze jednaki, niezmienny.
Czy
wyjdę na taras czy wyjrzę przez okno
To
widzę mój ogród i drzewa w nim mokną.
W
dżdżu kroplach się pławią modrzewi igiełki
I
świerki srebrzyste i sosen tłum wielki.
Drżąc
kąpią się w wodzie niebiańskiej me róże,
Jałowców
zaś tuzin wzdycha: nie lej dłużej!
Chmur
ciężkie poduchy wiatr pędzi przed siebie,
Tarmosi
i szarpie, rozrzuca po niebie;
Kłębami
otula wzgórz leśne ostępy,
Nad
bliską doliną unosi mgieł strzępy.
W
tym wietrze, w tych chmurach, wśród dżdżu idę drogą,
Przyjaciel
– pies człapie tuż za moją nogą.
I
oto wyprzedza, odwraca się ku mnie,
Jej
oczy pytają, odpowiem, jak umiem.
-
Pamiętasz te nasze przechadzki o wiośnie,
Gdy
brzęczą owady, świat pachnie i rośnie?
Woń
ziemi i trawy tak wciąż mnie czaruje!
-Tak,
szłyśmy ścieżkami wśród łąk, też ją czuję.
-Pamiętasz,
jak w Tropiu siadłyśmy nad rzeką
Poniżej
kościółka, dąb tkwił niedaleko.
Objęłaś
mą szyję, w różaniec patrzyłaś;
-Spójrz,
sam święty Świerad nas wita – mówiłaś.
A
potem dzieliłaś się ze mną ciastkami
I
czekoladą. Wtem stanął przed nami
Człek
młody i w czerni, z uśmiechem łagodnym
Pozdrowił,
krzyż kreśląc ręki ruchem godnym.
-Obcy
tuż! Nie szczekasz? Toć to nie pojęte!
-Wyczuwam
w nim dobroć i miejsce jest święte.
Rzekł
nam, jak Franciszek, co zawsze pamiętam,
Że
braćmi człowieka są także zwierzęta!
-To
pięknie, lecz czasem spaceru odmawiasz!
Zapierasz
się, nie chcesz i przykrość mi sprawiasz.
-Żar
leje się z nieba więc ciężko mi chodzić.
-Przepraszam,
bezmyślność, my też już niemłodzi!
Lecz
z wnukiem mym biegasz, wiek tu nie gra roli!
-Też
mój, chcę być przy nim, choć wszystko mnie boli!
-Z
swym Panem kochanym do lasu też chadzasz!
-Bo
las to mój żywioł, deszcz tam nie przeszkadza!
Mój
Pan zbiera grzyby w swych miejscach tajemnych,
Gdzie
mruczy strumień, w zagajniku ciemnym.
Ja
biegam dokoła i jego pilnuję,
Zwierzynę
przeganiam, jak tylko poczuję.
Jest
ze mną bezpieczny, nie zginie sam w lesie!
-Tak
bardzo go kochasz? – Najbardziej na świecie!
To
on mnie przygarnął, bo mama nie chciała.
Hodował
mnie, karmił, gdy ja byłam mała.
O
wszystkim, co dobre, pies zawsze pamięta,
Na
śmierć nawet pójdzie, bo rozkaz rzecz święta!
-Podziwiam
twa wierność, oddanie szanuję.
-Też
jesteś kobietą, czym miłość jest – czujesz!
Wspomnienie
rozmowy płynącej wśród deszczu,
Gdy
psina ma wdzięcznie obok biegła jeszcze;
Aż
przyszedł dzień smutny i trudny, od rana...
I
odtąd na spacer wychodzę już sama.
kwiecień
2012r. Ewa Utracka
Spacer w parku
fot. Ewa Utracka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz