czwartek, 14 lipca 2016

BALLADA




 

   
          Romańska baszta czchowskiego zamku


     DUMANIE BASZTY CZCHOWSKIEJ



Już zniknęły śniegi, deszcze.
Słońce wśród chmur skryte jeszcze
Nieśmiało, z nadzieją zerka;
Nie chce wierzyć, znowu zerka!
Wiosna wreszcie zaistniała,
Strojna w zieleń, w głos się śmiała.
Od gór płynie z wiatrem, z majem,
Łąki, sady rozkwitają.
Dunajec wiosenny szumi.
Któż go słucha, któż zrozumie?
Jakie to wspomnienia rzeki
Wody jej niosą przez wieki?
Baszta czchowska stoi głucha;
Ona jedna wód tych słucha.
Osiem wieków temu, wiosną,
Też ptak śpiewał pieśń radosną;
Boże mój, jak ten czas leci…
Na łące igrały dzieci,
Baby przędły, jeść warzyły,
Siały, prały, gawędziły.
Łowca zwierza w lesie gonił,
Kowal ze sto podkuł koni,
Rolnik orał, szewc szył buty,
Strażnik baczył, w stal zakuty,
Na horyzont dookoła
Tam, gdzie Melsztyn, Tropsztyn, sioła,
Czy z czatowni zamku w Czchowie
Nie zobaczy dymu człowiek?
Rety!!! Płomień, wrzask z daleka!
Tatar ciągnie! Śmierć nas czeka!
Ci – do lasu, ten – do gródka,
Komuś zaginęła trzódka;
Dzwon na trwogę, płacz, panika!
A tu – orda Czchów zamyka!
Na nic fosa, mury, wały;
Na obrońców lecą strzały.
Ukrop z kotłów leją woje.
Czym kto ma, walczy, o swoje!
Mur się kruszy, płoną strzechy;
Nie obronią zamku Lechy!
Wyważono wreszcie bramy;
Ludzie! Diabłów w grodzie mamy!
Polegli wszyscy obrońcy;
Czchów zalała dzicz, tysiące!
Tatar miasto złupił, zniszczył,
Pozostawił jeno zgliszcze.
Setki dziewcząt jasyr czeka,
Lament i droga daleka.
Tylko ja, Baszta, zostałam
Samotna, opustoszała;
Niemy świadek krwawych czasów
Tkwiłam, pośród gór i lasów…
Zmartwychwstało moje miasto,
Światło życia w nim nie zgasło!
Nadzieja w niebo się wznosi:
Nowe życie idzie! – głosi.
Uczonego zaś łopata
Wydobywa wciąż dla świata
Sprzed stuleci miecze, groty
Tutejszych majstrów roboty,
Misy, monety i brosze,
No i wszystkiego po trosze.
A zniszczone gródka mury
Naprawiono – po raz wtóry.
Chcesz na Basztę wyjść zamkową?
Proszę, idź aleją nową:
Od rynku, obok kościoła
Uliczka wiedzie wesoła.
Przechodniu, zapraszam mile,
Spędź w mych murach chociaż chwilę!
A w słodki wieczór majowy
Nikt do pracy nie ma głowy!
Po ścieżynach krążą pary,
Marzy młody, duma stary;
Wyjdźmy na Basztę, kochany;
Widzisz? Kwitną już kasztany!
Siądźmy w niszy, w każdej – para;
W tej my – stara młoda para,
Romantyczna – jak przed laty
Świat w szczęście, w urok bogaty!
Niedzisiejsza – w ciszy ciemnej
Pocałuj mnie, potajemnie!
A z wierzchołka Baszty płynie
Melodia, w ogniach zórz ginie.
Spójrz w dal: sine gór łańcuchy;
Lasów zielone poduchy;
Beskidzką barwną doliną
Dunajeckie wody płyną
Wciąż młode, bystre, szemrzące,
Nocą baśnie gadające.
Taką nocką ciepłą, jasną,
Jakże człeku trudno zasnąć…
Idzie lato – pora nowa;
Oto mamy Święto Czchowa.
Jazz zdobywa szturmem miasto;
Dźwięczy rynek, las pod Basztą.
Stara Baszta sprzed stuleci
Zdobywana po raz trzeci!
W pogodnym, ciepłym poranku
Bluesem brzmią ruiny zamku.
Płyną rumby, swingi płyną
Zieloną, rzeczną doliną.
Śpiewa banjo, krzyczą „blachy”,
Brzmią z perkusją mury, dachy.
Noc niesie samby, fokstroty,
Boogie – woogie, rytm z synkopą.
Muzyka z Stanów Południa
Brzmi w Beskidach naszych co dnia!
Baszta sędziwa, olśniona,
Na festiwal przystrojona
Duma: miło w czas starości
Aż tylu przyjmować gości.
Przybyszu, gdzieś z krańców świata,
Poznaj smak czchowskiego lata!



Czerwiec 2009r.                                                   Ewa Utracka

                       
           
                                 Na koronie wieży


fot. Ewa Utracka






































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz