Romańska baszta czchowskiego zamku
DUMANIE BASZTY CZCHOWSKIEJ
Już
zniknęły śniegi, deszcze.
Słońce
wśród chmur skryte jeszcze
Nieśmiało,
z nadzieją zerka;
Nie
chce wierzyć, znowu zerka!
Wiosna
wreszcie zaistniała,
Strojna
w zieleń, w głos się śmiała.
Od
gór płynie z wiatrem, z majem,
Łąki,
sady rozkwitają.
Dunajec
wiosenny szumi.
Któż
go słucha, któż zrozumie?
Jakie
to wspomnienia rzeki
Wody
jej niosą przez wieki?
Baszta
czchowska stoi głucha;
Ona
jedna wód tych słucha.
Osiem
wieków temu, wiosną,
Też
ptak śpiewał pieśń radosną;
Boże
mój, jak ten czas leci…
Na
łące igrały dzieci,
Baby
przędły, jeść warzyły,
Siały,
prały, gawędziły.
Łowca
zwierza w lesie gonił,
Kowal
ze sto podkuł koni,
Rolnik
orał, szewc szył buty,
Strażnik
baczył, w stal zakuty,
Na
horyzont dookoła
Tam,
gdzie Melsztyn, Tropsztyn, sioła,
Czy
z czatowni zamku w Czchowie
Nie
zobaczy dymu człowiek?
Rety!!!
Płomień, wrzask z daleka!
Tatar
ciągnie! Śmierć nas czeka!
Ci
– do lasu, ten – do gródka,
Komuś
zaginęła trzódka;
Dzwon
na trwogę, płacz, panika!
A
tu – orda Czchów zamyka!
Na
nic fosa, mury, wały;
Na
obrońców lecą strzały.
Ukrop
z kotłów leją woje.
Czym
kto ma, walczy, o swoje!
Mur
się kruszy, płoną strzechy;
Nie
obronią zamku Lechy!
Wyważono
wreszcie bramy;
Ludzie!
Diabłów w grodzie mamy!
Polegli
wszyscy obrońcy;
Czchów
zalała dzicz, tysiące!
Tatar
miasto złupił, zniszczył,
Pozostawił
jeno zgliszcze.
Setki
dziewcząt jasyr czeka,
Lament
i droga daleka.
Tylko
ja, Baszta, zostałam
Samotna,
opustoszała;
Niemy
świadek krwawych czasów
Tkwiłam,
pośród gór i lasów…
Zmartwychwstało
moje miasto,
Światło
życia w nim nie zgasło!
Nadzieja
w niebo się wznosi:
Nowe
życie idzie! – głosi.
Uczonego
zaś łopata
Wydobywa
wciąż dla świata
Sprzed
stuleci miecze, groty
Tutejszych
majstrów roboty,
Misy,
monety i brosze,
No
i wszystkiego po trosze.
A
zniszczone gródka mury
Naprawiono
– po raz wtóry.
Chcesz
na Basztę wyjść zamkową?
Proszę,
idź aleją nową:
Od
rynku, obok kościoła
Uliczka
wiedzie wesoła.
Przechodniu,
zapraszam mile,
Spędź
w mych murach chociaż chwilę!
A
w słodki wieczór majowy
Nikt
do pracy nie ma głowy!
Po
ścieżynach krążą pary,
Marzy
młody, duma stary;
Wyjdźmy
na Basztę, kochany;
Widzisz?
Kwitną już kasztany!
Siądźmy
w niszy, w każdej – para;
W
tej my – stara młoda para,
Romantyczna
– jak przed laty
Świat
w szczęście, w urok bogaty!
Niedzisiejsza
– w ciszy ciemnej
Pocałuj
mnie, potajemnie!
A
z wierzchołka Baszty płynie
Melodia,
w ogniach zórz ginie.
Spójrz
w dal: sine gór łańcuchy;
Lasów
zielone poduchy;
Beskidzką
barwną doliną
Dunajeckie
wody płyną
Wciąż
młode, bystre, szemrzące,
Nocą
baśnie gadające.
Taką
nocką ciepłą, jasną,
Jakże
człeku trudno zasnąć…
Idzie
lato – pora nowa;
Oto
mamy Święto Czchowa.
Jazz
zdobywa szturmem miasto;
Dźwięczy
rynek, las pod Basztą.
Stara
Baszta sprzed stuleci
Zdobywana
po raz trzeci!
W
pogodnym, ciepłym poranku
Bluesem
brzmią ruiny zamku.
Płyną
rumby, swingi płyną
Zieloną,
rzeczną doliną.
Śpiewa
banjo, krzyczą „blachy”,
Brzmią
z perkusją mury, dachy.
Noc
niesie samby, fokstroty,
Boogie
– woogie, rytm z synkopą.
Muzyka
z Stanów Południa
Brzmi
w Beskidach naszych co dnia!
Baszta
sędziwa, olśniona,
Na
festiwal przystrojona
Duma:
miło w czas starości
Aż
tylu przyjmować gości.
Przybyszu,
gdzieś z krańców świata,
Poznaj
smak czchowskiego lata!
Czerwiec
2009r. Ewa Utracka
Na koronie wieży
fot. Ewa Utracka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz