poniedziałek, 21 sierpnia 2017

BALLADA



   
                  Zamek Tropsztyn w Wytrzyszczce; XIVw.
                                                             
                                                  Mury obronne zamku
     
                                             Najstarsza wieża, tzw. czatownia -
                                              punkt widokowy
     
  

                         Turyści na koronie wieży
                                               
                                              Widok z wieży na Dunajec



                                       STARY ZAMEK


Srebrzy się Dunajec w słonecznej dolinie,
Cicho sobie mrucząc baśnie opowiada;
Tajemniczo szemrze, gdy w zaroślach ginie,
Podczas burzy szumi i ze złością gada.


I tak toczy wody już od lat tysięcy.
Słucham mowy rzeki, może coś opowie?
Była tylko puszcza głucha i nic więcej?
Kiedy swe siedziby tu zbudował człowiek?


Słucham ze zdumieniem, że tysiąc lat temu,
A może mniej trochę, przybył rycerz zbrojny;
Zwołał setkę chłopa, by przyszli ku niemu,
Bo będą potrzebni na wypadek wojny.


Przyuczał oraczy, rybaków i drwali
Do władania mieczem, osłaniania szczytem,
Do strzelania z kuszy; kasztel zbudowali,
Czatownię i mury, most zwodzony przy tem.


W zamku robotnicy lochy w skałach drążą;
Do zamku czchowskiego jest chodnik podziemny,
A drugi korytarz aż do Tropia zdąża
Gdzieś pod dnem Dunajca, wilgotny i ciemny.


Zamek ponad rzeką Tropsztynem nazwali;
Został Ośmiorogów - Gierałtów ojczyzną
I strzegł szlaku kupców - dunajeckiej fali.
Kościół w Tropiu – Zamek - Wrota Sądecczyzny.


Warowne doliny dunajeckiej grody
Nie ustrzegły miru tutejszego ludu.
Padły hufce zbrojnych i rycerskie rody;
Tatar palił, grabił. Trzeba było cudu.


Stał się! Znów wre życie w nadrzecznej dziedzinie.
Kasztel powstał z gruzów jak feniks, na nowo;
Dni są pełne pracy, pieśni, a czas płynie...
Gospodarstwo Zochny kwitnie, daję słowo!


Ileż wina, miodu wypili panowie,
Ileż dóbr wszelakich kupcy pokazali,
Tego i uczony nie wyliczył człowiek.
Wreszcie „wojewódki” w zamku zamieszkali.


Zagarniają łodzie i tratwy kupieckie,
Które płyną rzeką od węgierskiej strony;
Łupią gospodarstwa i dwory szlacheckie;
Z Rożnowa panowie czynią wypad zbrojny.


Łupieżców - złupili, srodze ukarali,
Żaden zbójnik cało nie uszedł z pogromu.
Ale też okrutnie zamek zrujnowali;
Komuż za siedzibę może służyć? Komu?


Zostałeś, Tropsztynie, cichy i samotny!
Czasem w starych murach wiatr gwiżdże, szeleści;
Gdzieś z oddali biegnie ptasi krzyk ulotny,
A Dunajca wody dziwne prawią wieści…


Kiedyś puste sale gościły wędrowca,
Prawnuka Stadnickiej, co przybywał z dala.
W świecie znalazł miłość życia - przygód łowca...
Opowieść o Inkach w Polsce myśl rozpala.


Tylko srebrny księżyc widział Sebastiana
I jego przyjaciół, co się w murach kryli.
Mową się różnili i strojem od pana
I tutejszych ludzi. Widać obcy byli.


Do piwnic zamkowych i lochów tajemnych
Szli schodami dzielnie. Szlaki prowadziły
Aż pod dno Dunajca, gdzie bloki skał ciemnych;
Groźne rozpadliny drogę zagrodziły.


W skalnym rumowisku, w głębokiej szczelinie
Skarb królestwa Inków z wielką czcią złożyli.
Nikt niby nic nie wie, lecz pamięć nie zginie!
Obcy skarb i schowek klątwą opatrzyli.


O czym rzeka szemrze, o czym przypomina?
Wytęż słuch, przechodniu, jeśliś jest ciekawy.
Sebastian powrócił na zamek w Pieninach;
Lecz Uminę, córkę, wziął Los niełaskawy.


Stary baron spojrzał w czarne wnuka oczy:
- Trzeba działać szybko, dziecko zabezpieczyć!
Wiem! Benesz, przyjaciel, pieczą go otoczy.
Węzły „kipu” schować! A teraz do rzeczy!


Odtąd na Morawach rośli potomkowie
Krwi królewskiej Inków z jego krwią złączeni,
Aż do naszych czasów, kiedy zginął człowiek –
Ostatni ich dziedzic; skarbu szukał w ziemi.


Słoneczna dolina Dunajca zaznała
Wojsk przemarszu, głodu, zarazy i wojny,
A z nią zamek. Ona piękna pozostała;
Z Tropsztyna - ruiny martwe i spokojne.


Księżyc się przegląda w dunajeckich wodach,
W bajkowej poświacie toną stare drzewa,
Resztki murów, skały, zarośla i droga.
Swoje nocne pieśni fala błyszcząc śpiewa.


Odżyłeś, Tropsztynie, tej Ziemi strażnico,
Gdzie obyczaj przodków, pobożność i wiara,
Dzięki człowiekowi, którego zachwyca
Uroda zakątka, księga dziejów stara.


Znów mury twe wzrosły nad drogą, nad rzeką;
Domostwo, dziedziniec nas wita kwiatami
I wieża zamkowa, skąd widać daleko.
Wrota Sądecczyzny - na dłoni, przed nami.


W cienistym krużganku Starsza Pani czeka,
Kawiarenka wonny napój oferuje,
Inkaskie drobiazgi wabią wzrok z daleka
Egzotyką Peru, co z nich emanuje.


W podziemiu głębokim straszy szkielet stary.
Chcesz odwiedzić lochy? Rękę swą mi podaj.
Jak tu głucho, duszno! I wilgoć bez miary!
Gdzieś ponad głowami przetacza się woda.


Chodźmy, przyjacielu, schodami, do słońca,
W którym naród Inków czcił boga i pana,
Na wieżę, a wokół błyszczy świat, bez końca!
Widok patrzącego rzuca na kolana.


Czas wakacji; w murach gwar głosów  rozbrzmiewa;
To młodość  panuje w  Dunajca dolinie.
Radość odkrywania, pasja, serce śpiewa.
Urok dziejów zamku, tej Ziemi - niech  słynie!


Lipiec 2013r. 

                           Kochanemu wnuczkowi, Piotrusiowi, poznającemu świat
                                                            i Polskę, jej historię i piękną przyrodę

                                                                                 dedykuję

                                                                              Ewa Utracka


     
                                          Baszta bramna

                                               Dziedziniec i część mieszkalna zamku
     
                                          Część mieszkalna i brama wjazdowa
     
           

                               Lochy zamkowe
                                                             
                    
                                                             "Stary szkielet" więźnia
      
   

                         "Słoneczne"bóstwo Peru

fot. Ewa Utracka


                                      
                                                
                                            











poniedziałek, 7 sierpnia 2017

BALLADA




   
           Tropie; tysiącletni kościół pw. św.,św. Świerada-Andrzeja
                                   i Benedykta 
                                                     
                      
                                             Leśne sanktuarium - pustelnia św.Świerada


 

 O ŚW. ŚWIERADZIE I JEGO DRUHU, ŚW. BENEDYKCIE


Puszczańską ścieżką idzie powoli
Człowiek w odzieży mniszej, brodaty.
Ileż krzywd widział, zła i niedoli
Wśród wielkich, małych, biednych, bogatych.


Samotny był już na życia progu.
Osiąść w eremie, z dala od świata
Marzył, by życie poświęcić Bogu;
Las, ptaki, zwierza przyjąć za brata.


Doszedł do miejsca, gdzie rzeka wraca,
Na skraju puszczy stanął, głębokiej;
Tam, za Dunajcem trakt, ludzka praca;
Chat, pól i sadów – jak sięgnąć wzrokiem!


Drogą znużony o nocleg prosił,
Ale domostwa są dlań zamknięte.
Ktoś obcy przyszedł! – wieść gminna głosi.
Lęk i nieufność – to niepojęte!


Toć on nie obcy, choć wyszedł z lasu,
Zwał się Żurawkiem, z Świeradów rodu,
A dla nich obcy! Trzeba mu czasu
By zdobyć serca tego narodu.


Zmierzchało; spocząć, sił nabrać trzeba;
Ze smutkiem przyszło odejść od ludzi.
Wtem widzi drzewo, sięga do nieba!
W pniu wielka dziupla ciekawość budzi.


A więc do pracy! Pewne schronisko;
Resztka jedzenia, do picia woda
I najważniejsze: kościółek blisko
Duszy zmęczonej otuchy doda.


Dziś możesz ujrzeć, gdy masz ochotę
Miejsce, gdzie Świerad znalazł schronienie:
W lesie, pod skałą odnalazł grotę
I w niej zamieszkał, ponad strumieniem.


I wzniósł ołtarzyk Panu nad Pany,
A w tym mu pomógł brat z tego ludu,
Który żył tutaj, zwany Urbanem.
Żyli z rąk pracy, bez żadnych cudów.


I nikt im nie śmiał zakłócić ciszy,
Ni zbój, ni kupiec, choć trakt był blisko.
Zwierz leśny z nimi się stowarzyszył,
Bór strzegł ich, rzeka płynęła nisko.


Dni biegną. Któż by nie kochał wiosny?
Lato jest ciepłe jak odblask raju;
Jesień - dostatek płodów radosny;
Zima – przy ogniu miło jak w maju.


Ludzie z doliny czasem chodzili
To spór rozsądzić, po modły, radę.
Choć nieufności się nie wyzbyli;
Jeść im nosili, resztę las dawał.


Za swoją wolność Bogu dziękują,
Za pracę, spokój życia w eremie;
Modlą się, myślą i pokutują;
Świerad w łańcuchach na ciele drzemie.


Łańcuch okrutny ból mu zadaje,
Straszliwie cierpi, nie sypia nocą,
Aż Urbanowi serce się kraje.
Za cóż tak ciężka pokuta, po co?


Schyłek jesieni pewnego roku;
W śniegach zniknęły ścieżki i drogi.
Świerad zadrzemał, druh śpi głęboko;
Czyjś głos ich wzywa; zbłąkany? wrogi?


Ciężko wyjść na mróz z ciepła posłania;
Wyszli. Brną w śniegu po groźnym lesie.
Każdy z nich pada, w puchu się słania;
Prośby o pomoc wiatr ku nim niesie.


Gdzież Ten, co błaga pomocy, woła?
Ślad tylko krwawy widać na śniegu.
Oni brną, chyba widzą anioła!
Wreszcie głos głuchy zaprzestał biegu.


Był to sam Chrystus, krew z ran Mu płynie;
Wołają: ”Panie! ”biegnąc ku Niemu.
On postanowił o tej godzinie,
Ze pójdą za Nim, ku Nieznanemu.


Zza gór karpackich w świat nad Dunajem,
W władztwo węgierskie, w grody dostatnie,
Szedł z Polski Świerad z druhem Urbanem,
Ludziom tam krewny i mową bratni.


Aby wypełnić boskie posłanie
W Nitrze przekroczył zakonu progi
Na górze Zobor. Imię dostanie
Zakonne – Andrzej, asceta srogi.


Lecz nie dla niego klasztorna cisza,
Post, bezpieczeństwo i rozmyślanie.
Zbójnicy kryją się po komyszach;
Bogu ich zwrócić – życia zadanie!


Tych nie brakuje w panońskiej ziemi;
W podróżnych, kupcach, siołach lęk budzą.
Pomyślał Andrzej: - czyny dobrymi,
Wzorem pokuty wiarę rozbudzę!


I Urban przyjął zakonne imię,
Benedykt - teraz brzmi miano jego.
Razem z Andrzejem już są w Trenczynie:
Erem pod Skałką nad rzeką Wagiem.


Zimna jaskinia, pustelnia głucha
Świadkiem, jak Andrzej umartwiał ciało,
Postem je ćwiczył, czyn wzmacniał ducha,
Żal, serca skrucha go wyniszczała.


Ciężka pokuta i rozmyślanie,
Praca nad siły z toporem w lesie,
I miłosierdzie; łańcuch – cierpienie,
Omdlenie - wizje w darze przyniesie.


Wreszcie osiągnął Królestwo Boże,
W sposób szczególny wiarę wyznawał:
Z większą pokorą, niż człowiek może,
Cierpiąc, swą miłość Bogu oddawał.


Niezwykłe życie męża owego,
Jego odejście ciche ze świata
Sławę zyskało, nasz kraj - świętego.
Ludzie zaś orędownika, brata.


Benedykt w żalu pod Skałką siadał,
Bardzo surowym życiem zasłynął;
O życiu ojca z ducha powiadał.
Jako męczennik z rąk zbójców zginął.


W Nitrze, po grodach w panońskim kraju,
Wśród leśnych zbójów, prostego ludu,
Świerada imię łotry wzywają
I pokutując doznają cudu.


W ludzkiej pamięci tysiąc lat żywi,
W pismach, w legendzie - Święci Kościoła.
Z ziem polskich wyszli, jak żyć uczyli
Czcigodny Świerad, Benedykt Polak.


                                                                  Ewa Utracka

                                         Pamięci drogiej Matki mojego męża, Zofii

                                                                                  poświęcam
                                                                   
Listopad 2008r  

       
                         Św. Świerad Pustelnik  

                                                   
             
                                                    Św. Benedykt wita pielgrzymów

                  
                              Źródło św. Świerada
   
                                                 
fot. Ewa Utracka
























poniedziałek, 31 lipca 2017

WSPOMNIENIE Z ITALII




 
                                                              Witaj, Capri!
                      pl.wikipedia.org



   TANIEC PROMIENIA


O baśniowa Capri, przez bogów stworzona!
Wzięłaś nas, przybyszów z Północy, w ramiona,
Blaskiem słońca, urodą, czarami owiałaś:
Bo mur, rzeźba, kolumna opowiedzieć chciała
O samotnym dziwaku – Tyberiuszu, władcy,
Przy nim kłębią się zbrodnie, intrygi, oprawcy
W willi, gdzie pachną kwiaty, olejki piniowe…
Stare dzieje...Wspominam Grotę Lazurową,
Którą Neptun stworzył przy skalistym brzegu.
O, już widzę łodzie stojące w szeregu!
Teraz hop! w łódeczkę, jak łupina kruchą.
Płyniemy pod skały, w plusk fal, w ciszę głuchą.
Jak mroczno! Przytul mnie! O! łódek tu sporo!
Dreszcze! Na zjawisko czekamy z pokorą.
Wreszcie coraz jaśniej, bajkowo, błękitnie!
Każdy załom skalny tym kolorem kwitnie
W niebieskiej poświacie. Drży wiązka promieni
Figlarnie pląsając wśród wód, skał, kamieni.
Słoneczne uśmiechy do groty wnikają,
Wodę rozświetlają i ją wypełniają
Kolorami błękitu, lazuru i cieni
Ukazując moc twórczą i Słońca i Ziemi.
Wiecznie młody promieniu! Ty od lat tysięcy
Igrasz, budząc w ludziach podziw, nawet więcej…!
Jak dziecko radosny, beztroski, uroczy,
Swoim tańcem cieszysz śmiertelników oczy!
Jeszcze chwila i koniec boskiego zjawiska.
Jak szkoda! Już światło dnia i skały z bliska.
Niechże Grota – dar bogów w pamięci zagości,
I Capri – pełna piękna, magii i miłości!


Kraków, grudzień 1998r                             Ewa Utracka


                               Drogiej Madzi, mamie moich dwóch
                               wspaniałych wnuków wraz z życzeniem
                               odwiedzenie tego niezwykłego miejsca


                                                                        dedykuję

        
                            
                                               Lazurowa Grota - Capri
                  commons.wikimedia.org




wtorek, 18 lipca 2017

Wiersz




                                   gif



         LIST DO CIEBIE



Brak mi Cię, przyjacielu,
Gdy Cię nie słyszę.
Siadam wtedy w fotelu
I list Ci piszę.


Brak mi Ciebie, mój miły,
W tę złotą jesień,
Choć letnie dni powróciły,
Słońcem lśni wrzesień.


Brakuje mi Ciebie, druha,
Gdy śnieżna zima;
Gdy od Północy wiatr dmucha,
Mróz srogi trzyma.


Brak mi, mój drogi, Ciebie,
Ma się ku wiośnie,
Radosne słońce na niebie,
I chłopiec rośnie.


Brak mi Ciebie, mój złoty,
Gdy Cię tu nie ma,
A ja wprost chora z tęsknoty;
Wkrąg pusta ziemia.


Brak mi Ciebie, kochanie,
Brak mi na co dzień.
Wracaj, bo cóż mi zostanie?
Życie na lodzie?



                     

                               gif                                 
Lipiec 1979r

                                                         Mojemu Mężowi z okazji "okrągłej" 
                                                                                           rocznicy urodzin
                                                                                                   dedykuję


                                                                                       Ewa Utracka







niedziela, 2 lipca 2017

WSPOMNIENIA Z ITALII



 
                                                   Neapol; widok na Wezuwiusz
                         fot. Wikimedia Commons



                    OBRAZKI Z NEAPOLU



O, słoneczna Kampanio! Jakżeś piękna, hoża!
Przystrojona w winorośl, blask słońca i morza,
Strzeliste góry, pinie. Wśród palm pióropusza
Widać rozsiadłe, groźne gniazdo Wezuwiusza -
Góry ogniem ziejącej, szerzącej zniszczenie,
Śmierć, zgrozę i pustkę, życia zniweczenie,
Jak głęboko w pradzieje sięga pamięć ludzi.
U jej stóp Neapol rankiem pośród mgieł się budzi
Kąpiąc w słońcu wieżyce średniowiecznych zamków;
Mury dotąd brzmią pieśnią i śmiechem kochanków.
Wejdźmy i posłuchajmy, zobaczmy widoki,
Jakimi nas zadziwi Neapol Wysoki:
Na wulkan, łuk zatoki lazurowej, lśniącej
I dwie wyspy, co w dali błękitnieją, śpiące.
To Palazzo Reale, a w Castel Nuovo
Przyjęto posłów z Polski. No i daję słowo -
Tu, w sali bellissima principessa Bona,
Wielkiemu Zygmuntowi była zaślubiona
I tańczyła przed neapolitańskim dworem
Tarantellę, czarując urodą, wigorem,
Po czym włoskie zwyczaje i strofy Ariosta,
Modę i kulinaria na Północ zawiozła.
Wejdźmy w uliczkę; knajpka z pizzą, z lampką wina,
A tam, między oknami sznurów plątanina
Z praniem. Na progu, w czerni kobiecina siedzi,
Dzieci pilnuje; a znów tam starzy sąsiedzi
Krzyczą, gestykulują wszyscy; paląc fajki
Świat cały naprawiają, a ten tu – jak z bajki! 
Spójrz: sklepikarz do kosza wkłada Adelinie
Żywność; i kosz przez okno wędruje na linie
Do domu. Nie trzeba chodzić, śpiewać trzeba.
Śpiewać każdy potrafi. To serca potrzeba.
To tutaj serenada melodią czaruje,
Krew serdeczną porusza, miłość obiecuje
Gorącą, pełną zaklęć, tęsknot, pożegnania
Kraju, rodziny, domu, na zawsze rozstania.
No, ale zakochanych Santa Lucia strzeże.
Podaj dłoń, niech tłum barwny nas wchłonie, zabierze
Na Piazza Garibaldi, w serce Neapolu,
Gdzie starożytność grecka i rzymska pospołu
Z włoskim „dzisiaj” do nieba pieśń radosną wznosi,
Że to miasto wciąż żyje, gdyż – legenda głosi,
Dokąd nie pęknie jajo pod fundamentami
Castel dell’Ovo złożone przed lat tysiącami
Przez wielkiego Wergila; dopóki zakrzepła
Krew San Gennaro w płyn się zmienia i jest ciepła
I żywa, a cud w roku po trzykroć zachodzi –
To dotąd miastu żadna zagłada nie grozi.
Zatem się nie martwimy, wiemy dobrze sami:
San Gennaro i Lucia czuwają nad nami!


Listopad 2009r                                  Ewa Utracka


                                         Drogiej Ani, miłośniczce podróży
                                                     i pięknej muzyki 
                                                         dedykuję