poniedziałek, 7 sierpnia 2017

BALLADA




   
           Tropie; tysiącletni kościół pw. św.,św. Świerada-Andrzeja
                                   i Benedykta 
                                                     
                      
                                             Leśne sanktuarium - pustelnia św.Świerada


 

 O ŚW. ŚWIERADZIE I JEGO DRUHU, ŚW. BENEDYKCIE


Puszczańską ścieżką idzie powoli
Człowiek w odzieży mniszej, brodaty.
Ileż krzywd widział, zła i niedoli
Wśród wielkich, małych, biednych, bogatych.


Samotny był już na życia progu.
Osiąść w eremie, z dala od świata
Marzył, by życie poświęcić Bogu;
Las, ptaki, zwierza przyjąć za brata.


Doszedł do miejsca, gdzie rzeka wraca,
Na skraju puszczy stanął, głębokiej;
Tam, za Dunajcem trakt, ludzka praca;
Chat, pól i sadów – jak sięgnąć wzrokiem!


Drogą znużony o nocleg prosił,
Ale domostwa są dlań zamknięte.
Ktoś obcy przyszedł! – wieść gminna głosi.
Lęk i nieufność – to niepojęte!


Toć on nie obcy, choć wyszedł z lasu,
Zwał się Żurawkiem, z Świeradów rodu,
A dla nich obcy! Trzeba mu czasu
By zdobyć serca tego narodu.


Zmierzchało; spocząć, sił nabrać trzeba;
Ze smutkiem przyszło odejść od ludzi.
Wtem widzi drzewo, sięga do nieba!
W pniu wielka dziupla ciekawość budzi.


A więc do pracy! Pewne schronisko;
Resztka jedzenia, do picia woda
I najważniejsze: kościółek blisko
Duszy zmęczonej otuchy doda.


Dziś możesz ujrzeć, gdy masz ochotę
Miejsce, gdzie Świerad znalazł schronienie:
W lesie, pod skałą odnalazł grotę
I w niej zamieszkał, ponad strumieniem.


I wzniósł ołtarzyk Panu nad Pany,
A w tym mu pomógł brat z tego ludu,
Który żył tutaj, zwany Urbanem.
Żyli z rąk pracy, bez żadnych cudów.


I nikt im nie śmiał zakłócić ciszy,
Ni zbój, ni kupiec, choć trakt był blisko.
Zwierz leśny z nimi się stowarzyszył,
Bór strzegł ich, rzeka płynęła nisko.


Dni biegną. Któż by nie kochał wiosny?
Lato jest ciepłe jak odblask raju;
Jesień - dostatek płodów radosny;
Zima – przy ogniu miło jak w maju.


Ludzie z doliny czasem chodzili
To spór rozsądzić, po modły, radę.
Choć nieufności się nie wyzbyli;
Jeść im nosili, resztę las dawał.


Za swoją wolność Bogu dziękują,
Za pracę, spokój życia w eremie;
Modlą się, myślą i pokutują;
Świerad w łańcuchach na ciele drzemie.


Łańcuch okrutny ból mu zadaje,
Straszliwie cierpi, nie sypia nocą,
Aż Urbanowi serce się kraje.
Za cóż tak ciężka pokuta, po co?


Schyłek jesieni pewnego roku;
W śniegach zniknęły ścieżki i drogi.
Świerad zadrzemał, druh śpi głęboko;
Czyjś głos ich wzywa; zbłąkany? wrogi?


Ciężko wyjść na mróz z ciepła posłania;
Wyszli. Brną w śniegu po groźnym lesie.
Każdy z nich pada, w puchu się słania;
Prośby o pomoc wiatr ku nim niesie.


Gdzież Ten, co błaga pomocy, woła?
Ślad tylko krwawy widać na śniegu.
Oni brną, chyba widzą anioła!
Wreszcie głos głuchy zaprzestał biegu.


Był to sam Chrystus, krew z ran Mu płynie;
Wołają: ”Panie! ”biegnąc ku Niemu.
On postanowił o tej godzinie,
Ze pójdą za Nim, ku Nieznanemu.


Zza gór karpackich w świat nad Dunajem,
W władztwo węgierskie, w grody dostatnie,
Szedł z Polski Świerad z druhem Urbanem,
Ludziom tam krewny i mową bratni.


Aby wypełnić boskie posłanie
W Nitrze przekroczył zakonu progi
Na górze Zobor. Imię dostanie
Zakonne – Andrzej, asceta srogi.


Lecz nie dla niego klasztorna cisza,
Post, bezpieczeństwo i rozmyślanie.
Zbójnicy kryją się po komyszach;
Bogu ich zwrócić – życia zadanie!


Tych nie brakuje w panońskiej ziemi;
W podróżnych, kupcach, siołach lęk budzą.
Pomyślał Andrzej: - czyny dobrymi,
Wzorem pokuty wiarę rozbudzę!


I Urban przyjął zakonne imię,
Benedykt - teraz brzmi miano jego.
Razem z Andrzejem już są w Trenczynie:
Erem pod Skałką nad rzeką Wagiem.


Zimna jaskinia, pustelnia głucha
Świadkiem, jak Andrzej umartwiał ciało,
Postem je ćwiczył, czyn wzmacniał ducha,
Żal, serca skrucha go wyniszczała.


Ciężka pokuta i rozmyślanie,
Praca nad siły z toporem w lesie,
I miłosierdzie; łańcuch – cierpienie,
Omdlenie - wizje w darze przyniesie.


Wreszcie osiągnął Królestwo Boże,
W sposób szczególny wiarę wyznawał:
Z większą pokorą, niż człowiek może,
Cierpiąc, swą miłość Bogu oddawał.


Niezwykłe życie męża owego,
Jego odejście ciche ze świata
Sławę zyskało, nasz kraj - świętego.
Ludzie zaś orędownika, brata.


Benedykt w żalu pod Skałką siadał,
Bardzo surowym życiem zasłynął;
O życiu ojca z ducha powiadał.
Jako męczennik z rąk zbójców zginął.


W Nitrze, po grodach w panońskim kraju,
Wśród leśnych zbójów, prostego ludu,
Świerada imię łotry wzywają
I pokutując doznają cudu.


W ludzkiej pamięci tysiąc lat żywi,
W pismach, w legendzie - Święci Kościoła.
Z ziem polskich wyszli, jak żyć uczyli
Czcigodny Świerad, Benedykt Polak.


                                                                  Ewa Utracka

                                         Pamięci drogiej Matki mojego męża, Zofii

                                                                                  poświęcam
                                                                   
Listopad 2008r  

       
                         Św. Świerad Pustelnik  

                                                   
             
                                                    Św. Benedykt wita pielgrzymów

                  
                              Źródło św. Świerada
   
                                                 
fot. Ewa Utracka
























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz