Tropie; tysiącletni kościół pw. św.,św. Świerada-Andrzeja
i Benedykta
Leśne sanktuarium - pustelnia św.Świerada
O ŚW. ŚWIERADZIE I JEGO DRUHU, ŚW. BENEDYKCIE
Puszczańską
ścieżką idzie powoli
Człowiek
w odzieży mniszej, brodaty.
Ileż
krzywd widział, zła i niedoli
Wśród
wielkich, małych, biednych, bogatych.
Samotny
był już na życia progu.
Osiąść
w eremie, z dala od świata
Marzył,
by życie poświęcić Bogu;
Las,
ptaki, zwierza przyjąć za brata.
Doszedł
do miejsca, gdzie rzeka wraca,
Na
skraju puszczy stanął, głębokiej;
Tam,
za Dunajcem trakt, ludzka praca;
Chat,
pól i sadów – jak sięgnąć wzrokiem!
Drogą
znużony o nocleg prosił,
Ale
domostwa są dlań zamknięte.
Ktoś
obcy przyszedł! – wieść gminna głosi.
Lęk
i nieufność – to niepojęte!
Toć
on nie obcy, choć wyszedł z lasu,
Zwał
się Żurawkiem, z Świeradów rodu,
A
dla nich obcy! Trzeba mu czasu
By
zdobyć serca tego narodu.
Zmierzchało;
spocząć, sił nabrać trzeba;
Ze
smutkiem przyszło odejść od ludzi.
Wtem
widzi drzewo, sięga do nieba!
W
pniu wielka dziupla ciekawość budzi.
A
więc do pracy! Pewne schronisko;
Resztka
jedzenia, do picia woda
I
najważniejsze: kościółek blisko
Duszy
zmęczonej otuchy doda.
Dziś
możesz ujrzeć, gdy masz ochotę
Miejsce,
gdzie Świerad znalazł schronienie:
W
lesie, pod skałą odnalazł grotę
I
w niej zamieszkał, ponad strumieniem.
I
wzniósł ołtarzyk Panu nad Pany,
A
w tym mu pomógł brat z tego ludu,
Który
żył tutaj, zwany Urbanem.
Żyli
z rąk pracy, bez żadnych cudów.
I
nikt im nie śmiał zakłócić ciszy,
Ni
zbój, ni kupiec, choć trakt był blisko.
Zwierz
leśny z nimi się stowarzyszył,
Bór
strzegł ich, rzeka płynęła nisko.
Dni
biegną. Któż by nie kochał wiosny?
Lato
jest ciepłe jak odblask raju;
Jesień
- dostatek płodów radosny;
Zima
– przy ogniu miło jak w maju.
Ludzie
z doliny czasem chodzili
To
spór rozsądzić, po modły, radę.
Choć
nieufności się nie wyzbyli;
Jeść
im nosili, resztę las dawał.
Za
swoją wolność Bogu dziękują,
Za
pracę, spokój życia w eremie;
Modlą
się, myślą i pokutują;
Świerad
w łańcuchach na ciele drzemie.
Łańcuch
okrutny ból mu zadaje,
Straszliwie
cierpi, nie sypia nocą,
Aż
Urbanowi serce się kraje.
Za
cóż tak ciężka pokuta, po co?
Schyłek
jesieni pewnego roku;
W
śniegach zniknęły ścieżki i drogi.
Świerad
zadrzemał, druh śpi głęboko;
Czyjś
głos ich wzywa; zbłąkany? wrogi?
Ciężko
wyjść na mróz z ciepła posłania;
Wyszli.
Brną w śniegu po groźnym lesie.
Każdy
z nich pada, w puchu się słania;
Prośby
o pomoc wiatr ku nim niesie.
Gdzież
Ten, co błaga pomocy, woła?
Ślad
tylko krwawy widać na śniegu.
Oni
brną, chyba widzą anioła!
Wreszcie
głos głuchy zaprzestał biegu.
Był
to sam Chrystus, krew z ran Mu płynie;
Wołają:
”Panie! ”biegnąc ku Niemu.
On
postanowił o tej godzinie,
Ze
pójdą za Nim, ku Nieznanemu.
Zza
gór karpackich w świat nad Dunajem,
W
władztwo węgierskie, w grody dostatnie,
Szedł
z Polski Świerad z druhem Urbanem,
Ludziom
tam krewny i mową bratni.
Aby
wypełnić boskie posłanie
W
Nitrze przekroczył zakonu progi
Na
górze Zobor. Imię dostanie
Zakonne
– Andrzej, asceta srogi.
Lecz
nie dla niego klasztorna cisza,
Post,
bezpieczeństwo i rozmyślanie.
Zbójnicy
kryją się po komyszach;
Bogu
ich zwrócić – życia zadanie!
Tych
nie brakuje w panońskiej ziemi;
W
podróżnych, kupcach, siołach lęk budzą.
Pomyślał
Andrzej: - czyny dobrymi,
Wzorem
pokuty wiarę rozbudzę!
I
Urban przyjął zakonne imię,
Benedykt
- teraz brzmi miano jego.
Razem
z Andrzejem już są w Trenczynie:
Erem
pod Skałką nad rzeką Wagiem.
Zimna
jaskinia, pustelnia głucha
Świadkiem,
jak Andrzej umartwiał ciało,
Postem
je ćwiczył, czyn wzmacniał ducha,
Żal,
serca skrucha go wyniszczała.
Ciężka
pokuta i rozmyślanie,
Praca
nad siły z toporem w lesie,
I
miłosierdzie; łańcuch – cierpienie,
Omdlenie
- wizje w darze przyniesie.
Wreszcie
osiągnął Królestwo Boże,
W
sposób szczególny wiarę wyznawał:
Z
większą pokorą, niż człowiek może,
Cierpiąc,
swą miłość Bogu oddawał.
Niezwykłe
życie męża owego,
Jego
odejście ciche ze świata
Sławę
zyskało, nasz kraj - świętego.
Ludzie
zaś orędownika, brata.
Benedykt
w żalu pod Skałką siadał,
Bardzo
surowym życiem zasłynął;
O
życiu ojca z ducha powiadał.
Jako
męczennik z rąk zbójców zginął.
W
Nitrze, po grodach w panońskim kraju,
Wśród
leśnych zbójów, prostego ludu,
Świerada
imię łotry wzywają
I
pokutując doznają cudu.
W
ludzkiej pamięci tysiąc lat żywi,
W
pismach, w legendzie - Święci Kościoła.
Z
ziem polskich wyszli, jak żyć uczyli
Czcigodny
Świerad, Benedykt Polak.
Ewa Utracka
Pamięci drogiej Matki mojego męża, Zofii
poświęcam
fot.
Ewa Utracka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz