Zamek Tropsztyn w Wytrzyszczce; XIVw.
Mury obronne zamku
Najstarsza wieża, tzw. czatownia -
punkt widokowy
Turyści na koronie wieży
Widok z wieży na Dunajec
STARY ZAMEK
Srebrzy
się Dunajec w słonecznej dolinie,
Cicho
sobie mrucząc baśnie opowiada;
Tajemniczo
szemrze, gdy w zaroślach ginie,
Podczas
burzy szumi i ze złością
gada.
I
tak toczy wody już od lat tysięcy.
Słucham
mowy rzeki, może coś opowie?
Była
tylko puszcza głucha i nic więcej?
Kiedy
swe siedziby tu zbudował człowiek?
Słucham
ze zdumieniem, że tysiąc lat temu,
A
może mniej trochę, przybył rycerz zbrojny;
Zwołał
setkę chłopa, by przyszli ku niemu,
Bo
będą potrzebni na wypadek wojny.
Przyuczał
oraczy, rybaków i drwali
Do
władania mieczem, osłaniania szczytem,
Do
strzelania z kuszy; kasztel zbudowali,
Czatownię
i mury, most zwodzony przy tem.
W
zamku robotnicy lochy w skałach drążą;
Do
zamku czchowskiego jest chodnik podziemny,
A
drugi korytarz aż do Tropia zdąża
Gdzieś
pod dnem Dunajca, wilgotny i ciemny.
Zamek ponad rzeką Tropsztynem nazwali;
Został
Ośmiorogów - Gierałtów ojczyzną
I
strzegł szlaku kupców - dunajeckiej fali.
Kościół
w Tropiu – Zamek - Wrota Sądecczyzny.
Warowne
doliny dunajeckiej grody
Nie
ustrzegły miru tutejszego ludu.
Padły
hufce zbrojnych i rycerskie rody;
Tatar
palił, grabił. Trzeba było cudu.
Stał
się! Znów wre życie w nadrzecznej dziedzinie.
Kasztel
powstał z gruzów jak feniks, na nowo;
Dni
są pełne pracy, pieśni, a czas płynie...
Gospodarstwo
Zochny kwitnie, daję słowo!
Ileż
wina, miodu wypili panowie,
Ileż
dóbr wszelakich kupcy pokazali,
Tego
i uczony nie wyliczył człowiek.
Wreszcie
„wojewódki” w zamku zamieszkali.
Zagarniają
łodzie i tratwy kupieckie,
Które
płyną rzeką od węgierskiej strony;
Łupią
gospodarstwa i dwory szlacheckie;
Z
Rożnowa panowie czynią wypad zbrojny.
Łupieżców
- złupili, srodze ukarali,
Żaden
zbójnik cało nie uszedł z pogromu.
Ale
też okrutnie zamek zrujnowali;
Komuż
za siedzibę może służyć? Komu?
Zostałeś,
Tropsztynie, cichy i samotny!
Czasem
w starych murach wiatr gwiżdże, szeleści;
Gdzieś
z oddali biegnie ptasi krzyk ulotny,
A
Dunajca wody dziwne prawią wieści…
Kiedyś
puste sale gościły wędrowca,
Prawnuka
Stadnickiej, co przybywał z dala.
W
świecie znalazł miłość życia - przygód łowca...
Opowieść
o Inkach w Polsce myśl rozpala.
Tylko
srebrny księżyc widział Sebastiana
I
jego przyjaciół, co się w murach kryli.
Mową
się różnili i strojem od pana
I
tutejszych ludzi. Widać obcy byli.
Do
piwnic zamkowych i lochów tajemnych
Szli
schodami dzielnie. Szlaki prowadziły
Aż
pod dno Dunajca, gdzie bloki skał ciemnych;
Groźne
rozpadliny drogę zagrodziły.
W
skalnym rumowisku, w głębokiej szczelinie
Skarb
królestwa Inków z wielką czcią złożyli.
Nikt
niby nic nie wie, lecz pamięć nie zginie!
Obcy
skarb i schowek klątwą opatrzyli.
O
czym rzeka szemrze, o czym przypomina?
Wytęż
słuch, przechodniu, jeśliś jest ciekawy.
Sebastian
powrócił na zamek w Pieninach;
Lecz
Uminę, córkę, wziął Los niełaskawy.
Stary
baron spojrzał w czarne wnuka oczy:
-
Trzeba działać szybko, dziecko zabezpieczyć!
Wiem!
Benesz, przyjaciel, pieczą go otoczy.
Węzły
„kipu” schować! A teraz do rzeczy!
Odtąd
na Morawach rośli potomkowie
Krwi
królewskiej Inków z jego krwią złączeni,
Aż
do naszych czasów, kiedy zginął człowiek –
Ostatni
ich dziedzic; skarbu szukał w ziemi.
Słoneczna
dolina Dunajca zaznała
Wojsk
przemarszu, głodu, zarazy i wojny,
A z
nią zamek. Ona piękna pozostała;
Z
Tropsztyna - ruiny martwe i spokojne.
Księżyc
się przegląda w dunajeckich wodach,
W
bajkowej poświacie toną stare drzewa,
Resztki
murów, skały, zarośla i droga.
Swoje
nocne pieśni fala błyszcząc śpiewa.
Odżyłeś,
Tropsztynie, tej Ziemi strażnico,
Gdzie
obyczaj przodków, pobożność i wiara,
Dzięki
człowiekowi, którego zachwyca
Uroda
zakątka, księga dziejów stara.
Znów
mury twe wzrosły nad drogą, nad rzeką;
Domostwo,
dziedziniec nas wita kwiatami
I
wieża zamkowa, skąd widać daleko.
Wrota
Sądecczyzny - na dłoni, przed nami.
W
cienistym krużganku Starsza Pani czeka,
Kawiarenka
wonny napój oferuje,
Inkaskie
drobiazgi wabią wzrok z daleka
Egzotyką
Peru, co z nich emanuje.
W
podziemiu głębokim straszy szkielet stary.
Chcesz
odwiedzić lochy? Rękę swą mi podaj.
Jak
tu głucho, duszno! I wilgoć bez miary!
Gdzieś
ponad głowami przetacza się woda.
Chodźmy,
przyjacielu, schodami, do słońca,
W
którym naród Inków czcił boga i pana,
Na
wieżę, a wokół błyszczy świat, bez końca!
Widok
patrzącego rzuca na kolana.
Czas
wakacji; w murach gwar głosów rozbrzmiewa;
To
młodość panuje w Dunajca dolinie.
Radość
odkrywania, pasja, serce śpiewa.
Urok
dziejów zamku, tej Ziemi - niech słynie!
Lipiec
2013r.
Kochanemu wnuczkowi, Piotrusiowi, poznającemu świat
i Polskę, jej historię i piękną przyrodę
dedykuję
Ewa Utracka
Baszta bramna
Dziedziniec i część mieszkalna zamku
Część mieszkalna i brama wjazdowa
Lochy zamkowe
"Stary szkielet" więźnia
"Słoneczne"bóstwo Peru
fot. Ewa Utracka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz