sobota, 2 grudnia 2017

BALLADA





                                                                       
                                Noc św. Mikołaja (gif)
                   

                                                                                                                                                                                                                 

                                                                           
Mikołaj, syn Euzebiusza, biskup Myry;
Muzeum Archidiecezjalne w Krakowie)
fot. Ewa Utracka
                                                                                                                                                                            

       DARY ŚW. MIKOŁAJA

                (wspomnienie z dzieciństwa) 


Jasny wieczór grudniowy, srebrem lśni sierp księżyca,
Wiatr obłoków tłum po niebie pędzi.
Gwiazdy z góry migocą, nastrój wokół zachwyca,
Dzwonki sań skądś ze świata krawędzi.


Sama w ciemnym pokoju, patrzę w niebo przez okno;
Mikołaju, przyjedziesz dziś do mnie?
Odżywają wspomnienia i już wierzę głęboko:
Pewnie sobie i o mnie przypomnisz!


Dzwonki sań coraz bliżej, dźwięczą coraz wyraźniej,
Widać sanie spomiędzy obłoków!
Płyną w świetle księżyca w kraj mych marzeń i pragnień,
Które wznoszą się aż tam, wysoko!


Jestem małym dziewczątkiem, a dokoła rodzina;
Jak na te mikołajki czekamy!
Mama książkę otwiera i nam czytać zaczyna,
Jak to żyło się przed stuleciami.


Na Południu, daleko, to się w Myra zdarzyło…
Chorzał biskup – staruszek i ślepy.
Nikt go nie chciał wyręczać, a następcy nie było,
Ni nadzieji, że będzie znów lepiej.


Nędza ludzi gnębiła; głód, choroby i smutki
Zęby biednym pokazywały.
Dzieci szatek nie miały, tylko łaszek przykrótki,
Ni zabawek, co radość dawały.


Pewnej nocy spać nie mógł młody syn Euzebiusza,
A Mikołaj mu było na imię.
Z okna domu miał widok, który serce poruszał
I rozważać jął jego przyczynę.


Właśnie blady świt błysnął i różowią się góry,
Ranny powiew mu myśli odświeża.
A tam, w chłodzie pod murem budzi się po raz wtóry,
Z głodu - ojciec biednego żołnierza.


Spojrzał na dół Mikołaj, a tuż pod gankiem domu
Wstawał z progu kamieniarz do pracy,
Obok niego na derce spały dzieci skulone,
Sine z zimna, zwyczajnie, biedacy!


Tu jest domek tragarza, tam handlarki gołębi,
Nora wdowy chorobą złożonej,
Wszędzie zaś śpią dzieciątka wprost pod murem lub w głębi,
Wszystkie chude i głodem zmożone.


Spać nie może Mikołaj, z bólu pęka mu głowa.
Och, niedola dziecięcia małego!
Krzywda ta niż świat cięższa, nie oddadzą jej słowa,
Pali jak wyrzut Boga samego!


W każdym ciałku malutkim, takim kruchym, dziecinnym,
Mieszka miłość Jezusa i słodycz.
Kto więc Jego miłuje, musi kochać niewinnych;
Szczęśliw ten, kto im krzywdę nagrodzi.


- Wiem, jak wspomóc dzieciny, ciężki los ich złagodzić,
Głód i nędzę odgonić od progu.
Mój majątek wystarczy, by łzy otrzeć, żal słodzić;
Rozdać - to ofiarować go Bogu!


Pośród nocy cień długi skrada się do posłania,
Znika gdzieś w głębi domu brukarza.
Ktoś przy śpiących coś kładzie, twarz kapturem zasłania,
Po czym wdowy dzieciątka obdarza.


Zapach jadła obudził głodnych z snu głębokiego.
Skąd się wzięły tu takie pyszności?
Dzieci biednych nie znają smaku tak niezwykłego;
I ubrania są! Kto u nas gościł?


Odtąd przez nocy wiele ktoś wędrował po Myrze
Osłaniając się płaszczem z kapturem.
Dawał w kieskach pieniądze i opończe i spyżę,
Ulgę niosąc żyjącym pod murem.


Ludzie dary chowali, wreszcie nie brak im chleba,
I ciekawość się wśród nich zbudziła,
Komu wdzięczność okazać? Czy coś w zamian dać trzeba?
Czyja wola ich los poprawiła?


A tymczasem majątek Mikołaja topnieje,
Skarbnik w skrzyni niebawem dno zoczył.
Tyle słudzy widzieli, że pan wraca, gdy dnieje,
Kryje się i nie daje zaskoczyć.


Poszli do starszych miasta, druhów Euzebiuszowych,
Mówiąc: młody się na złe odmienił.
Pouczali go rajcy, karcą ostrymi słowy,
A on milcząc wzrok spuszczał  ku ziemi.


Między siebie go wzięli, do biskupa prowadzą,
Może grzesznik się w piersi uderzy,
Że majątek roztrwonił, taki wielki i na co?
Biskup skarci go tak, jak należy.


Zdąża młodzian przez kościół przed oblicze pasterza,
By mu wyznać swój ból, żale wszystkie;
Sen wróżebny miał biskup, co nakazem uderza:
„Naznacz go! Wyzwolenie twe bliskie!”


Padł Mikołaj mu do nóg, w szatach jego twarz chowa,
A nieśmiałość mu mowę odbiera.
Biskup pierścień zdejmuje, przekazuje bez słowa
I w ciążącą infułę ubiera.


Z serca mu błogosławi, oprowadza dokoła,
Ze wzruszeniem następcą swym głosi.
Zaskoczony lud milczy, wtem dziecina zawoła:
- To jest ten, który dary przynosił!


Tak to został biskupem, choć w samotni żyć marzył
Ten Mikołaj, syn skromny bogacza.
I pasterzem był prawym, opiekunem dla słabych;
Dziatki czułą opieką otaczał.


Zmarł tak, jak żył: w świętości, pamięć o nim przez wieki
Żyje wciąż. On spogląda w dół, z nieba.
Widzi dzieci miliony, którym trzeba opieki
I miłości, pokoju i chleba.


W wilię święta swojego jedzie w świat w odwiedziny,
Przemierzając przestworza i kraje;
Zna dziecinne marzenia, no i w nocne godziny
Tak, jak w Myra, prezenty rozdaje.


Widzę go! Mikołaju! Chcę zawołać, głos ginie
W przenikliwej, grudniowej zamieci.
Czekam Ciebie, jak wtedy; co mi dasz? A czas płynie.
Młode życie, dzieciństwo przeleci!


Znowu jestem dziewuszką, moi bliscy dokoła,
Ach, jak na niespodzianki czekamy!
Mama czytać przestaje, „Mikołaju!”- zawoła.
Ty z Aniołem stanąłeś przed nami!


Ileż było okrzyków zadziwienia, radości
Takiej szczerej i takiej dziecinnej.
I Mikołaj się cieszył i się u nas rozgościł
Nawet diabeł radosną miał minę.


Sanie suną w obłokach w tę magiczną godzinę.
Ciche słowa dochodzą z przestrzeni.
Dzięki Ci, że w noc cudów, w tamtą szczęsną dziecinę
Choć na chwilę się mogłam przemienić!


                                                               Pamięci mojej Mamy
                                                                     poświęcam 
                                                                  

Grudzień 2009r.                                              Ewa Utracka
                
         
                      gif            
                    


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz